Przeskocz do treści

O Drodze Krzyżowej. (fragmenty)

mal. s. Marcelina Jachimczak CSCIJ

(...) Na świecie nie ma nic większego nad Jezusa Chrystusa, a w życiu Jezusa nic nie ma większego nad Jego ofiarę na krzyżu, na którym zamierającymi wargami wymawiał słowa: Wykonało się. Stąd i w życiu naszym nic nie powinno być tak uroczyste, a równocześnie tak codzienne jak rozważanie tej wielkości, to jest tej krwawej tajemnicy odkupienia, przez którą odrodziliśmy się do łaski i odzyskaliśmy utracone prawa do życia. Będzie więc rzeczą sprawiedliwą i godną, byśmy coraz więcej i coraz częściej wczuwali się w mękę Pana Naszego Jezusa Chrystusa, szli za Nim krok za krokiem w Jego drodze krzyżowej, a w ten sposób stali się godnymi uczestnikami Jego tryumfalnego zmartwychwstania.

Czymże zatem jest ta droga krzyżowa, którą z największą miłością Pan nasz znaczył Krwią swoją Najświętszą i którą zakończył wołaniem wielkim na wysokości Krzyża?

Materialnie wzięta Droga Krzyżowa jest tą przestrzenią, którą Jezus Chrystus, Bóg-Człowiek, przeszedł z ciężarem krzyża od pałacu Piłata aż do szczytu zwanego Kalwarią czyli wzgórzem Trupiej Głowy, gdzie został ukrzyżowany i skonał skłoniwszy miłosiernie głowę ku grzesznej ludzkości.

Istotnie zaś droga krzyżowa i zakończenie jej na krzyżu jest streszczeniem całego życia Jezusowego i dokonaniem dzieła odkupienia całej ludzkości, z wylaniem ostatniej kropli Krwi Najświętszej i otwarciem Serca Boga w niepojętych Jego zmiłowaniach.

Nie ulega wątpliwości, że tą drogą krokiem i duchem szła najboleśniejsza Matka Jezusowa, Współodkupicielka rodzaju ludzkiego, a z Nią i za Nią szli Apostołowie i uczniowie Pańscy, uzupełniając mękę Jezusa w ciele swoim i przyswajając sobie jej zasługi. A z biegiem czasu pod wpływem pobożności szli tą drogą wierni wszystkich stanów, uwielbiając krwawe ślady i rozważając nieskończoną miłość Boga ku nędznemu grzesznikowi, podróżującemu po tej ziemi wygnania i płaczu.

Nie wszyscy jednak mogli zwiedzać miejsca święte i iść za Zbawicielem po Jego bolesnej drodze. Więc już w średniowieczu poczęto w kościołach lub na innych miejscach urządzać kapliczki, krzyże, rzeźby i obrazy przedstawiające sceny tej drogi według sposobu, na jaki się zdobywała ówczesna pobożna wyobraźnia i sztuka. Błogosławiony Alwarus z zakonu św. Dominika po powrocie z Ziemi świętej był pierwszym, który odtworzył sceny drogi krzyżowej, umieszczając je w kapliczkach klasztoru zwanego „Scala coeli” – drabiną do nieba. Za jego przykładem synowie św. Franciszka, którym od roku 1312 powierzoną została tak zwana Custodia, czyli straż nad Ziemią Świętą, i którzy sami albo z wiernymi przebiegali miejsca naszego zbawienia, zaprowadzili w Europie i w innych miejscach stacje drogi krzyżowej. W początkach tak liczba jak i porządek stacji nie były ustalone, dopiero w XVII wieku znajdujemy je uszeregowane tak, jak je dzisiaj pobożność wiernych odprawia.

Historycznie droga krzyżowa razem z ukrzyżowaniem i śmiercią Zbawiciela obejmuje czas od trzech czy czterech godzin i przestrzeń jednego kilometra. Oprócz wydarzeń opowiedzianych przez Ewangelistów, jak skazanie, objęcie krzyża, wymuszona pomoc Cyrenejczyka, płacz niewiast, obnażenie Ofiary, przybicie do krzyża i ukrzyżowanie, otwarcie przebitego Serca i złożenie z krzyża, pobożność wiernych chciała widzieć Najboleśniejszą Matkę towarzyszącą w drodze i idącą na spotkanie Syna, następnie Weronikę ocierającą chustą Najświętsze Oblicze i wreszcie potrójny upadek Zbawiciela pod ciężarem krzyża. Te fakty razem zestawione tworzą zespół czternastu stacji i są jakby pośrednimi punktami drogi, która się kończy ukrzyżowaniem i śmiercią Jezusa, najwyższym szczytem bólu i zmiłowań Pana.

Dogmatycznie rozważana Droga krzyżowa kładzie nam przed oczy tajemnicę odkupienia przez ofiarę krzyżową, przedstawia nam Hostię i Kapłana podniesionego na krzyżu i równocześnie przywołuje na pamięć wszystkie środki i skutki naszego usprawiedliwienia i zbawienia. Głównym punktem jest Jezus Chrystus ukrzyżowany, którego znać, kochać i naśladować jest essencjalną koniecznością naszej podróży do Boga. Kto nie idzie tą drogą, nie może osiągnąć zbawienia. Jezus Chrystus jest bowiem drogą, prawdą i życiem, kto zbacza z tej drogi, odchyla się od prawdy, kto nie żyje tym życiem, sam staje się przyczyną swego wiecznego potępienia.

Droga krzyżowa w swoim ćwiczeniu jest donośnym wołaniem, że koniecznością jest naśladować Jezusa Chrystusa: Kto chce iść za Mną, niech zaprze samego siebie, weźmie swój krzyż codziennie, i niech idzie za Mną – niech niesie krzyż nie inny, tylko taki, jaki dla naszego zbawienia niósł i uświęcił Krwią swoją Pan nasz, Jezus Chrystus.

Jeśli wreszcie Drogę krzyżową rozważymy liturgicznie czyli jako pobożne ćwiczenie i kult męki Pana naszego oraz współczucie dla Jego Bolesnej Matki, to z tych względów drogę krzyżową należy bardzo zalecać. Według Breve Ojca Świętego Benedykta XIV Droga krzyżowa jest jednym z głównych środków zbawienia, bo jej mocą grzesznicy wracają na drogę do Boga, oziębli zapalają się gorliwością, a sprawiedliwi utwierdzają się w doskonałości. Nic więc dziwnego, że Droga krzyżowa odbiera taką cześć i że tak wielką liczbę dusz pociąga do miłości Jezusa Chrystusa. Droga krzyżowa była ustawicznym ćwiczeniem św. Benedykta Labre. Św. Leonard a Porto Maurizio był wielkim jej apostołem; uprawniony i obdarzony specjalną władzą przez Stolicę Świętą, gdziekolwiek mógł, zaprowadzał Drogę krzyżową i osobiście pobłogosławił ponad sześćset erekcji. Zapalony świętą myślą, by w miejscu, gdzie tylu świętych męczenników dało świadectwo wiary Chrystusowi, także męka i śmierć Zbawiciela miała swoich publicznych czcicieli, na mocy pozwolenia Ojca Świętego Benedykta XIV w roku 1750 zaprowadził drogę krzyżową w Koloseum.

Z natury tego świętego ćwiczenia wierni przyswajają sobie owoce Krzyża, bo gdy sercem skruszonym rozważają mękę Chrystusa i boleści Jego Matki, sami utwierdzają się w wierze i w cnotach i rozdzielają owoce zbawienia duszom cierpiącym w czyśćcu.

Z tych rozważań zrozumieć możecie, (...) co oznacza Droga krzyżowa obrazowo. Wystarczyłoby przytoczyć te miłością rozpalone teksty, w których św. Paweł zapewnia, że jemu „żyć jest Chrystus”, że „nie rozumie nic innego jak Chrystusa i to Chrystusa ukrzyżowanego”, że „niech dalekim będzie od niego w czymkolwiek innym się chlubić, jak tylko w krzyżu Pana naszego Jezusa Chrystusa”. W całej teologii chrześcijańskiej nie ma nic tak wymownego, co by nam tak żywo wyraziło w oczach, i w umyśle, i w sercu ohydę grzechu, jak męka Pana naszego Jezusa Chrystusa. Nigdzie też lepiej nie poznajemy kary potępienia wiecznego, jak pod krzyżem w świetle wylanej Krwi Syna Bożego. Nigdzie też dobitniej nie wstrząsa duszy cena łaski i uczestnictwa w życiu Boskim, jak pod cieniem krwawego krzyża. Ci bowiem, którzy adorują Ukrzyżowanego i skruszeni kochają, choćby byli łotrami, stają się usprawiedliwieni – „Dziś ze mną będziesz w raju”.

Na czole każdego chrześcijanina, a tym więcej na czole zakonnika jest wyryty znak krzyża i niezatarty charakter, w którym wyznaje, że jest uczniem Chrystusa Ukrzyżowanego. Stąd na uczniu ciąży jedyny i uroczysty obowiązek naśladowania Mistrza: „Kto chce iść za Mną, niech zaprze samego siebie, weźmie swój krzyż codziennie i niech idzie za Mną”. Dlatego naśladowanie Chrystusa niosącego krzyż jest także naszą drogą, od której zależy nasze zbawienie. Obowiązek naśladowania Zbawiciela na drodze krzyża ciąży na nas nie tylko obrazowo, lecz narzuca konieczność praktyki. (...)

Droga Chrystusa jest tą drogą ciasną i wąską, przez którą każdy przejść musi, jeśli pragnie wejść do Królestwa. Na tej drodze trzeba się wyzuć ze starego człowieka, a odziać się w nowego według wzoru Chrystusa. Na tej to drodze trzeba umrzeć dla grzechu i rzeczy świata, wzgardzić bogactwami i rozkoszami, podbić w niewolę ciało i ujarzmić pożądliwość, ukochać pokorę i służyć bliźnim, umocnić serce w miłości Chrystusa i nieść krzyż jako sztandar mocy Bożej i naszej.

Nie ma w Kościele ani w niebie świętego, który by nie przeszedł przez Golgotę, bo nie ma żadnej łaski, która by nie spłynęła z mocy tego Krzyża. Krótką jest ta droga, w rzeczywistości wynosi jeden kilometr, ale jest twarda. Idzie jednak nią Przodownik nasz, Jezus Chrystus, towarzyszy Mu w trosce o nas Matka Jezusowa i nasza. W promieniach takiej miłości i w takim towarzystwie – słodkim staje się ból krzyża i ciężkość jego staje się lekka.

(...) święci patrząc na krzyż i rozmyślając o Ukrzyżowanym szaleli z miłości i podziwu i miłośnie wołali: Bóg na krzyżu! Gdy nań patrzę, gdy w Niego wierzę, gdy Go podziwiam i nad Nim płaczę, od boleści drętwieję! Kto jest przyczyną takiego bólu? (...) Gdy zapytam św. Augustyna, to i on zapyta Jezusa: Cóżeś to popełnił, najmilszy Młodzieńcze, że się tak strasznie z Tobą obchodzą? Jaka jest zbrodnia twoja, jaka wina, jaka przyczyna śmierci i jaka okazja skazania? A On odpowie: Umieram pod ciosami bólu, ja nazwany jestem zbrodniarzem za twoją winę, ja ponoszę karę za śmierć twoją! – O przedziwne warunki sądu, o niewypowiedziane uporządkowanie tajemnicy! Grzeszy niegodziwiec – a karę ponosi sprawiedliwy, winny jest zbrodniarz – a bije się niewinnego, obraża bezbożnik – a karzą pobożnego, na co zły zasłużył – za to cierpi dobry, co jest winien niewolnik – spłaca Pan, za grzech człowieka – Bóg umiera na krzyżu!

Wejdźmy, w myśl Kościoła św., rozmyślajmy pilnie drogę krzyża i boleści Boskiego Zbawcy. Wejdźmy mężnie na drogę krzyża, nie lękajmy się cierpieć, gdzie jest pewność zapłaty, nie bójmy się śmierci, w której odbieramy podwojone życie łaski i chwały. Niech nie spocznie stopa, póki nie dosięgnie Golgoty i póki nie dokona całkowitej ofiary z Chrystusem, Miłością naszą. „Nam bowiem chlubić się trzeba w krzyżu Pana naszego Jezusa Chrystusa”. Amen.