Przeskocz do treści

Ze wspomnień o. Efrema od Matki Bożej OCD (Jan Bielecki 1931-2020)

Pierwszy raz spotkałem o. Anzelma, gdy miałem 15 lat. Zaledwie od paru miesięcy byłem związany z Karmelem i Wadowicami poprzez wówczas jeszcze Prywatne Gimnazjum Męskie Karmelitów Bosych. Konkretnie — ze względu na powojenne warunki — do internatu przyjechałem na początku czerwca, czyli pod sam koniec roku szkolnego 1945/1946. Normalny, drugi już rok nauki gimnazjalnej rozpocząłem we wrześniu 1946 r. I wtedy po raz pierwszy zobaczyłem o. Anzelma.

Pierwsze spotkanie ze Sługą Bożym

Był koniec września lub początek października [1946 r]. O. Anzelm po latach wojny mógł pierwszy raz odwiedzić Polskę, jako że przez 22 lata przebywał w Rzymie, piastując tam różne wysokie stanowiska: rektora Kolegium Międzynarodowego, Definitora Generalnego, Wizytatora Apostolskiego itp. Na parę dni przed przyjazdem do Wadowic zapowiedziano nam jego wizytę w internacie. Pewnego dnia zebrano nas w dużej sali i zapowiedziano jego odwiedziny. Gdy byliśmy wszyscy gotowi, przyszedł średniego wzrostu i raczej już starszego wieku Karmelita Bosy w otoczeniu o. Prowincjała Józefa Prusa oraz naszych Wychowawców: o. Waleriana Ryszki, dyrektora Gimnazjum, prefektów: o. Jana Chrzciciela Kołaczka i o. Michała Machejka oraz paru ojców z sąsiedniego naszego klasztoru. Ojciec Józef przedstawił nam go jako Definitora Generalnego Zakonu, choć my nie zdawaliśmy sobie sprawy z godności, jaką piastował. Wiedzieliśmy tylko jedno: jest to ktoś bardzo ważny. Z tą «ważnością» kontrastował jego zewnętrzny wygląd i sposób zachowania.

Pomimo swoich 62 lat wyglądał jeszcze stosunkowo młodo. Gdyby nie duża łysina, przykryta piuską, nikt by mu tych lat nie dał. Uderzyła nas wtedy regularność rysów jego twarzy, schludność w ubiorze, swoboda i prostota w zachowaniu. Wcale nie zachowywał się, jak zwykli to czynić ludzie «wielcy». Pamiętam, że pod koniec naszego spotkania rozdał nam po pięknym obrazku św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Przez długie lata strzegłem tego obrazka jako cennej pamiątki [...].

Dedykacja dla harcerzy

Za to pamiętam tekst, jaki wpisał do Księgi Pamiątkowej naszej drużyny harcerskiej. Były to słowa ze Mszy św. o św. Teresie od Dziec. Jezus, zaczerpnięte z księgi Eklezjastyka: «Florete flores quasi lilium et date odorem et frondete in gratiam» [Kwitnijcie kwiaty, jako lilia a dawajcie wonność i wypuszczajcie wdzięczne latorośle] (Eccli 39, 19). Słowa te zapamiętałem, a nawet nauczyłem się ich na pamięć, jako że byłem wtedy bibliotekarzem biblioteczki harcerskiej i pod moją opieką była Księga Pamiątkowa. Zaraz też poprosiłem któregoś z ojców, by mi te słowa przetłumaczył na język polski. Bardzo mi się spodobały. Ilekroć później, gdy byłem już klerykiem, śpiewaliśmy Mszę św. gregoriańską o św. Teresie od Dzieciątka Jezus, przypominały mi się te piękne słowa.

Gdy pożegnał się z nami i odszedł do sąsiadującego z internatem naszego klasztoru, wielu z nas pomyślało, że też prawdziwa wielkość może być tak bardzo prosta i skromna” (AZ, Wspomnienia).

Cnoty chrześcijańskie, jak kwiaty, były widoczne w codziennym życiu Sługi Bożego. Osoby z jego najbliższego otoczenia wspominają znamienne szczegóły, które mówią więcej, niż może płomienne słowo kaznodziei. Trwał w Bogu, a Bóg trwał w nim. Szukał najpierw i przede wszystkim chwały Bożej i dobra dusz. Oto niektóre świadectwa:

Jeżeli chodzi o cnoty główne, inaczej teologalne i te które są im pokrewne, trzeba je widzieć w życiu Ojca Anzelma w kontekście jego zwykłej codziennej wierności oraz w wypełnianiu tego wszystkiego, co nakładało jego życie zakonne i kapłańskie. Jednocześnie należy odnosić się do sytuacji, kiedy wykonywał zadanie przełożonego, którym był prawie całe swoje życie. Należy podkreślić jego oddanie modlitwie myślnej przepisanej przez konstytucje, Liturgii Godzin i jakiejkolwiek modlitwie liturgicznej.

Był bardzo wymagający i dokładny we wszystkim, co odnosi się do kultu Bożego. Mam tu na myśli czystość miejsc kultu, paramentów liturgicznych, artystycznego wystroju ołtarzy, zwłaszcza podczas świąt. Nigdy nie brakowało kwiatów, chociaż musieliśmy je kupować. Zawsze był dokładny i miał dobry gust, jeżeli chodzi o kupowanie dekoracji do czynności liturgicznych, zwłaszcza przy wielkich uroczystościach” (Victor Antonio Tirado Ramos OCD, Krótkie wspomnienia).

Okiem nowicjuszek i kleryków

Na pytanie o Naszego Ojca, jako kapłana przy ołtarzu, niech rzuci małe światło taki szczegół. Było to w okresie Zesłania Ducha świętego. Będąc zakrystianką w Sosnowcu (chyba nowicjuszką), ubrałam ołtarz pięknymi, czerwonymi tulipanami, widząc w nich symbol ogni Ducha Świętego i ciesząc się, że Nasz Ojciec też to zauważy. Gdy po Mszy świętej spytałam, czy zauważył dziś te piękne, tak symboliczne kwiaty - odpowiedział po pewnym namyśle, jakby chcąc sobie przypomnieć ten szczegół: „Nic nie widziałem”. Zawstydziłam się trochę tego pytania o tak błahe szczegóły, poznając z tej odpowiedzi, jak uwaga Naszego Ojca była pochłonięta tym, co niewidzialne i najświętsze na ołtarzu” (s. Wincencja, karmelitanka Dzieciatka Jezus).

„Pamiętam, jak byłam nowicjuszką [w Rzymie] i miałam powierzoną kaplicę i ubieranie ołtarza. Ojciec Anzelm zauważył, że kwiaty były nieświeże. Po Mszy św. ostro mi powiedział: „To takie kwiaty stawiasz Panu Jezusowi?! Gdybyś była karmelitanką, to kazałbym ci za pokutę pół godziny klęczeć. Zrozumiałam na zawsze tę naukę”
(s. Jolanta, urszulanka).

Symbol miłości i jedności

Sługa Boży o. Anzelm od św. Andrzeja Corsini, jako rektor międzynarodowego Kolegium w Rzymie, w latach 1926-1945, żył w centrum tej wielojęzycznej wspólnoty, by jednoczyć braci w duchową rodzinę. Uważał, że osoby, które zgromadziła miłość Chrystusa, jednoczy Boży Duch. Starał się wprowadzać we wspólnotę atmosferę radości i ducha rodzinnego.

„Na zakończenie posiedzenia akademickiego na cześć o. Anzelma z okazji jubileuszu 25-lecia jego święceń kapłańskich (1932), ówczesny wicerektor o. Gabriel od św. Marii Magdaleny, porównał członków międzynarodowego Kolegium do różnorodnych kwiatów. W słowie podziękowania, o. Anzelm nazwał więc siebie pokornie tylko „wstążką”, która łączy razem te wszystkie kwiaty w jeden bukiet - do złożenia w ofierze Panu” (Nilo Geagea OCD, Wspomnienia).

Symbol cnót i ślubów zakonnych

Podobna scena miała miejsce w sierpniu 1962 r., gdy o. Anzelm obchodził swój jubileusz 60-lecia profesji zakonnej. Z tej okazji siostry karmelitanki w Sosnowcu urządziły Ojcu Założycielowi uroczystą akademię, ofiarując mu wraz z życzeniami bukiet złożony z 60 róż. Sługa Boży wzruszony tym gestem, wygłosił spontanicznie przemówienie. Oto fragment:

„Kiedy się patrzę, w tej sali naokoło, to najwięcej widzę kwiatów... Kwiaty są symbolem wesela, a także symbolem cnót. Dlatego też bukiet złożony z pięknych róż, które mi ofiarowałyście, jako znak i symbol tej radości jubileuszu, ja wam zwrócę.

Na uroczystość św. Teresy od Dzieciątka Jezus śpiewa Kościół antyfonę: Florete flores - Kwitnijcie, kwiatki, et date odorem - rośnijcie łaską Bożą. Więc te kwiaty, symbol waszego życia zakonnego, a równocześnie radości w trzech ślubach zakonnych: posłuszeństwa - z pokorą, czystości - z pełnością ducha wewnętrznego i ubóstwa - oddzielonego od siebie, ja ofiaruję Matce Generalnej i wszystkim jej zastępczyniom pod warunkiem, żeby mocno ten bukiet związały, bo moje ręce są stare i ja już nie mogę tak mocno wiązać, dlatego trzeba ten bukiet powierzyć w ręce mocniejsze.

A wiecie, co ten bukiet trzyma? Bo róże są rozproszone - a tu jest wiązanie… Więc i „bukiet” życia zakonnego trzeba związać mocno potrójnym węzłem: posłuszeństwem, czystością i ubóstwem, wtedy ten „bukiet” zawsze będzie świeży i zawsze będzie się trzymał pięknie, nie uschnie, ale zawsze będzie się rozwijał” (Sosnowiec, 22 VIII 1962).

c.d.n.

Aby zrozumieć mowy Ojca Anzelma o kwiatach, trzeba posłuchać jego prostego wykładu o poznawaniu Pana Boga z Jego dzieła stworzenia

Patrzeć oczami Pana Boga

„Poznanie naturalne istnienia Pana Boga, Jego dobroci i sprawiedliwości z rzeczy stworzonych jest poznaniem według naszego rozumu. Kiedy patrzę na kwiatek, to według rozumu patrzę na jego istotę, jakość, zapach i powiadam: piękny kwiatek – i czasem go nawet zerwę. Jest to poznanie naturalne. W jaki sposób zaś Pan Bóg patrzy na ten kwiatek? On patrzy na ten kwiatek przez Siebie, raczej widzi Siebie w tym kwiatku, swoje dzieło czyli skutek swojej Boskości, więc On widzi raczej Siebie samego. Stąd też nasze poznanie przez wiarę jakiegokolwiek stworzenia, czy to będzie kwiatek, czy ptaszek czy też człowiek i jego dusza, a zwłaszcza my sami – musi być patrzeniem w sposób nadprzyrodzony, tak jak Pan Bóg patrzy na wszystko i jak patrzy na nas, czyli musimy przez wiarę patrzeć na wszystko oczyma Bożymi. I wtedy będziemy widzieć w tym stworzeniu, którym jestem ja – obraz Boży, bo tam jest Bóg. W każdej rzeczy stworzonej jest Bóg, a w naszej duszy szczególniej, bo tam jest łaska, odbicie, obraz Boga” (Konf. II. Sosnowiec, 16 IX 1960).

Wiązanka doskonałości                                                           

W oczach Sługi Bożego o. Anzelma kwiaty były nie tylko odniesieniem do Bożego piękna, ale miały także znaczenie symboliczne. Bukiet różnobarwnych kwiatów wyrażał komplementarność, pełnię i doskonałość Bożego porządku, jakie okiem wiary widział także we wspólnocie zakonnej. Oto ten ciekawy obraz cnót chrześcijańskich, także tych w stopniu heroicznym:

„Drogie Dziecko, miesiąc maj kwitnie w kwiaty – symbole cnót i ich wdzięku dla Boga. Pokora odziewa się w fiołek, posłuszeństwo zdobi się wszystkimi, czystość lilią, ubóstwo stokrotką itd. Proszę sobie z nich wybrać, które będą najlepiej pasować do twarzy czy do sukni Dzieciątka Jezus; każda bowiem Siostra ma swoje upodobania.

Pomnażaj więc swoje wdzięki nie tymi kwiatami, co więdną na wieczór, ale tymi, co pomnażają piękność Bożą w duszy. Są nimi przede wszystkim: pokora, wiara, nadzieja, miłość, i na ich polu, jeśli dobrze uprawiane, rodzą się wszystkie rodzaje cnót, i łączą się w wiązankę doskonałości” (Do s. Bellarminy Trawińskiej, Łódź, 5 V 1965).

Czym słońce dla kwiatów, tym miłość dla cnót.

„Dziś rozpoczniemy wstępować, nie opuszczając drogi oczyszczenia, na drogę oświecenia, żeby do Boga zbliżać się nie stopami, ale cnotami – przez które stajemy się więcej i bliżej Jemu podobnymi. W tej pracy wszystkie cnoty trzeba ćwiczyć, bo jeśli jednej nam braknie, nie będziemy mieć żadnej doskonałej – z drugiej strony, one się tak łączą ze sobą, że gdy jedną mamy w stopniu heroicznym, inne cnoty z nią się wiążą, szczególniej zaś w tych cnotach miłość jest wiązanką, jest słońcem, które roztacza blaski na wszystkie kwiaty, dając im rozmaite kolory. Czym słońce dla kwiatów, tym miłość dla cnót” (O drodze oświecającej).

Kwiat miłości Bożej

Sługa Boży uczył swoje duchowe córki także sztuki wzrastania w cnotach, zwłaszcza w miłości Bożej i miłości bliźniego. Ceną tego wzrostu jest nabywanie umiejętności przyjmowania krzyża, umniejszanie się, zwyciężanie siebie, dawanie siebie:

„Drogie Dziecko, do twoich kwiatków wplataj zawsze miłość, a kiedy w nich uczujesz niedobry zapach miłości własnej – umieszczaj krzyżyk. On zawsze jest zbawienny i przynosi z kwiatów owoce dojrzałych cnót.
Przeczytałem Twój długi list. Widzę z niego, że łaska działa w twej duszy - jest jeszcze nadmiar uczucia w jedną stronę, a ja wolałbym, żeby była miłość bezstronna, taka pełna, Boża, doskonała, bo ta obejmie i drugą stronę, może miłością bez uczucia, ale prawdziwą. W takiej miłości będziesz miała nie tylko kwiatki, ale je sypać będziesz tam, gdzie wyczujesz, że miłość jeszcze jest skrępowana czy uwięziona”
(Do s. Eweliny Wrześniewskiej, Łódź, 12 XI 1964).

I zachęcał do podążania drogą świętości:

„Kwitnijcie kwiaty, dajcie woń miłą i odświeżajcie się w łasce”, serdeczne w modlitwie, wielkie w skupieniu, proste w obcowaniu, heroiczne w umartwieniu, seraficzne w miłości, sumienne w pracy, radosne w wytchnieniu, wyzute ze siebie, żyjące Chrystusem, całe w Bogu i dla Boga” (Do s. Cecylii, Zakopane, 13 X 1950).

c.d.n.

Florete flores…:

Sługa Boży, będąc przez wiele lat wychowawcą, czy to jako magister braci kleryków czy rektor międzynarodowego kolegium w Rzymie, a także jako przełożony, lubił ludzi młodych, porównując ich do kwiatów w ogrodzie Bożym. Widząc u nich entuzjazm serca i radość życia, zachęcał do odważnego realizowania wielkich pragnień i pójścia za Chrystusem, posługując się ulubionymi słowami wyjętymi z Księgi Eklezjastesa, zastosowanymi w łacińskiej antyfonie ku czci św. Teresy od Dzieciątka Jezus: „Słuchajcie, co wam mówi głos mędrca Pańskiego: Jako róża posadzona nad strumieniem wód, owoc czyńcie! Wydajcie z siebie woń miłą jako kadzidło. Wypuszczajcie kwiatki jako lilia i dajcie wonność i wypuszczajcie latorośle pełne wdzięku, a śpiewajcie pieśń chwały i błogosławcie Pana w dziełach Jego!” (por. Eccl wg Wulgaty 39, 19).

Rozwijał tę myśl w listach do braci kleryków, gdy np. dziękował im za imieninowe życzenia i przy tym pouczał o wzniosłym ideale życia karmelitańskiego. Czytamy w jednym z nich:

„Moje życzenia uprzedziły wasze, bo mi się zdaje, że Ojciec więcej myśli o dzieciach, niż dzieci o Ojcu i omadla je codziennie, by były święte, wychowane, wykształcone i radosne. Toteż: „Florete flores, et date odorem et frondete in gratiam”, date odorem w modlitwie, bo ta uświęca, w umartwieniu, bo ono urabia, w wiedzy, bo ta świętość pomnaża i rozdziela; wreszcie w radości, bo bez niej Karmel nie byłby ogrodem kwiatów i owoców, ale wyschniętym stepem” (Warszawa, 17 IV 1960).

Stosował tę dewizę także do sióstr nowicjuszek założonego przez siebie zgromadzenia karmelitanek Dzieciątka Jezus. Dziękując za ich życzenia z okazji rocznicy święceń kapłańskich, pisał:

„Drogie Dzieci, Florete flores…!

Dziękuję za wasze życzenia, modlitwy, ofiary. Łączność wasza z moim kapłaństwem jest mi tym droższa, że wy jesteście kwiatami przy ołtarzu, na którym spełniam ofiarę: ofiarę Jezusową i moją. W jednej i drugiej wy uczestniczycie. Nie tylko uczestniczycie – wy również tak przez chrzest z wody, a również przez chrzest z ognia w świętej profesji, jesteście „rodzajem kapłańskim, królewskim kapłaństwem” (1P 2,9), bo należycie mistycznie do Głowy Jezusa Chrystusa, a jako członki Jego sprawujecie z Nim i Jego ofiarę.

Bądźcie więc – według daru – już to kwiatkiem, lichtarzem, już to tabernakulum, krzyżem, już to hostią ofiarną w pełni współżycia z Jezusem – Florete, frondete in gratiam et date odorem... Ofiara i życie Jezusa – Dzieciątka w prostocie miłości niech będzie źródłem waszej ofiary i świętości.

Błogosławię. fr. Anselmus” (Łódź, 1961).

cdn.