Przeskocz do treści

Święci stają się nauczycielami życia świętego,
nie przez głos z katedry, i nie przez głos pism,
lecz przez przykład, który uczy, pociąga i zachęca nawet tych,
których nie poruszy nawet najwymowniejsze słowo.

Zachęca nas św. Paweł Apostoł, aby obcowanie nasze było w niebie (por. Flp 3, 20). (...) Najczęściej zbliżamy się do Boga, jak powiada św. Matka nasza Teresa, przez Jego przyjaciół, a święci są przyjaciółmi Boga. Święci podnosili się tu na ziemi przez wiarę ku niebu, trzymali się ręki Bożej przez ufność i kochali Go nie tyle siłą uczucia, ile siłą uczynków, pełniąc Jego wolę, objawioną w przykazaniach Boskich, w prawach Kościoła i obowiązkach własnego stanu.

Z tymi przyjaciółmi Boga bliżej nam do Boga niż przez nasze własne wzloty, bo oni, jak Rafał Tobiasza (por. Tb 4 n.), prowadzą nas przez to życie drogą przez siebie już doświadczoną: znają niebezpieczeństwa, podają lekarstwa, niweczą siłę szatana czyhającego na naszą zgubę, pomnażają w nas majątek dóbr boskich – to jest wiary i ufności, i każą nam (...) pełnić miłość Boga i bliźniego okazaniem uczynku. Przy boku tych świętych widzimy słabość naszą, lecz czujemy także moc i skuteczność łaski, zachęcając się widokiem naszych przyjaciół nam pokrewnych i rodem, i stanem, i skłonnościami natury. Mogli oni, możemy i my! Takie obcowanie ze świętymi podnosi nas do Boga, łączy nas z Nim...

(...) Stąd chwała świętych w królestwie Bożym jest odblaskiem chwały Boga samego w swych sługach i przyjaciołach, a cześć, jaką odbierają, spływa przede wszystkim na Boga, który ich chwały jest początkiem i końcem. Czcząc więc świętych, uznajemy naszą niegodność, wysławiamy najwyższą wielmożność Boga i Jego hojność względem sług swoich. (...) Łaskawość bowiem Boska jest tak wielka, że nie zmniejsza się, owszem rośnie w oczach naszych, gdy mogąc sam czynić, obdziela wszechmocą swoją sługi swoje. Przez cześć naszą do świętych rozmnaża się hojność Boska, bo wszyscy z niej biorąc i obdzielając proszących, nigdy jej nie uszczuplą ani wyczerpią. Należy więc: prosić świętych lub raczej przez świętych. Znają oni bowiem nasze potrzeby, widząc je w Bogu, przez współżycie swe z Bogiem bliżej żyją z nami niż przedtem, gdy w ciele podróżowali i obcowali między nami. (...) Święci nie tylko znają nasze potrzeby, lecz mogą nam pomóc i czynią to z największą radością, dzieląc się z nami szczęściem, którego zażywają.

Miodopłynnym stylem pisze o tym św. Bernard. „Czyż sądzicie, że niebo przyjmując dusze, znieczula je lub odziera z pamięci i współczucia? Bracia, szerokość nieba rozszerza serca, nie ścieśnia; nie umniejsza miłości, lecz powiększa; w świetle Bożym pamięć nie zaciemnia się, lecz rozjaśnia: w jasności Boskiej wie się, czego się nie wiedziało” itd. Tak jest; jeśli święci żyjąc tu na ziemi, współczuli ze wszelką nędzą i skutecznie ją usuwali, tym więcej odziewają się we wnętrzności miłosierdzia (por. Kol 3, 12), gdy stoją przed samym źródłem miłosierdzia i z niego czerpią. (...) Widzimy bowiem w świętych wizerunek Chrystusa, kopiowany przez wierne Jego naśladowanie w różnych stanach życia i warunkach, i to wizerunek odtworzony praktycznie w codziennych czy powszednich, czy wielkich i heroicznych czynach.

Widnieje w świętych piękność łaski, która się objawia nie tyle w jakichś nadzwyczajnościach nieprzystępnych dla ogółu, lecz objawia się w wiernej współpracy, w codziennych zmaganiach się z naturą skłonną do grzechu, a przecież z tą łaską zwycięską. Stają się przez to święci nauczycielami życia świętego, nie przez głos z katedry, chyba z rzadkimi wyjątkami, i nie przez głos pism, lecz przez przykład, który uczy, pociąga i zachęca nawet tych, których nie poruszy nawet najwymowniejsze słowo.

Przykład takiej świętości zejdzie i do najuboższego mieszkania, aby ubóstwo oprawić w ramy miłości Bożej, aby ozłocić cierpienie promieniami jasności Boskiej, aby pokucie nadać nie wyraz kary, ale wyraz radosnej nadziei w dobroć Boga. Świętość ta wzniesie się do wysokości królewskich tronów, aby najwyższych władców na ziemi uczyć pokory i schylać ich głowy nie tylko w pokornej modlitwie, lecz także w pokornej posłudze najbardziej opuszczonym. Jednym słowem, naśladowanie świętych, to praktyczna droga do Boga, stąd święci to największy dar Boski dla świata i najwięksi dobroczyńcy ludzkości. (...)
Zob. Głos Karmelu 5 (1931) 60-64.

Drogie Siostry! Cześć i wdzięczność oraz wspólny i osobisty pożytek domagają się, byśmy uczcili imię i uroczystość św. Naszej Matki Teresy, bo (...) przecież żyje między nami swoją świętością, swoim dziełem reformy i żywi nas pokarmem swojej niebieskiej nauki. Obchodzimy jej święto, aby uczcić jej zasługi, aby uzyskać jej wstawiennictwo i naśladować jej cnoty. (...)
Święta Teresa – cała jej wielkość, wysokie dary, dzieła i imię chwały byłyby niczym, gdyby jednego brakło – Teresa nie byłaby tak wielka, gdyby nie była święta. Oprócz tytułu „Wielka”, przylgnęło do niej imię „Święta” – „Santa”, co w jej kraju jest równoznaczne z jej imieniem Teresa. (...) O jej chwale opowiada Kościół, bo jest święta. (...) Imię jej zapisane jest w niebie, chwalone w Kościele w wieczystych pokoleniach. W świętości Teresy leży sekret jej wielkości. Ani dzieła, ani słowa, ani pisma nie miałyby takiej wartości, ani pamięć nie pozostałaby po niej, gdyby nie była święta. Świętość złoci wszystko, jest bowiem i fundamentem i koroną.

Mamy więc Wielką i Świętą Matkę. Jej świętość jest pieczęcią sposobu naszego życia. Naszą pociechą jest to, że jesteśmy dziećmi świętych. Jeśli jest jakiś instytut zakonny, który nie ma świętego założyciela, odczuwa ten brak, jest jakby sierotą, a jego członkowie są jak owieczki bez pasterza. Stąd płynie dla nas pierwszy obowiązek wdzięczności dla Boga; dzięki czynić mamy Bogu, że tak ubogacił swoją Oblubienicę i Matkę naszą, a z nią i przez nią nas, bo chwała i świętość Matki spływa na synów i córki. Stąd wychwalajmy Boga, że jest przedziwny w świętych swoich. (...)

Prośmy codziennie św. Teresę, by uczyła nas, swoje duchowe dzieci, szczególnie modlitwy. Cześć dla tej Matki wymaga od nas docenienia tego wszystkiego, co powiedziała, uczyniła, napisała, bo to jest nasze dziedzictwo, nasze bogactwo ducha. (...) Matka jest formą swych dzieci, od niej dziecko bierze życie, a z życiem podobieństwo twarzy, oczu, głosu. Widząc dziecko, poznać możemy Matkę, której forma objawia się w usposobieniu dziecka, w jego ruchach i sposobie działania. Oby ta forma widoczna była w waszych aktach! (...) To podobieństwo duchowe niech się objawia przez wierne naśladowanie ducha modlitwy i umartwienia, z których rodzi się czystość karmelitańskiego obcowania z Bogiem.

Z tych źródeł duchowych, z modlitwy, umartwienia i czystości zrodziła się u świętej Matki radość miłości. Przedmiotem tej miłości jest Jezus Chrystus. Zachwycona jest łaskawością i ludzkością Boskiego Zbawiciela. (...) Jezus Chrystus jest dla niej drogą, prawdą i życiem, dla Niego znajduje wyrazy miłości, których się nie znajdzie w żadnym słowniku. Jej słownikiem było rozmiłowane serce w Jezusie. Jej miłość obejmowała dziecięctwo Jezusowe, Jego prace i znużenie, Jego ogrójec i krzyż, a koncentrowała się w miłości Eucharystii. (...)

Niechże córki świętej Teresy idą śladami swej Matki. Święta Teresa jest naszą Matką, ale sama była też dzieckiem Matki pięknej Miłości, dzieckiem Matki Jezusowej. (...) Dla Niej wstąpiła do Karmelu, dla Niej temu Karmelowi przywróciła jego Ozdobę, by Maryja nie tylko była „Decor Carmeli”, ale by Jej synowie i córki miłowały i naśladowały Matkę Jezusową.

Nic też dziwnego, że w tej miłości do Dzieciątka Jezus i w miłości do Jego Matki nie zapomniała o św. Józefie, wydobywając go jakby z cienia. Przez miłość do tego Świętego stała się jego apostołką i cały Kościół święty zmobilizowała w nabożeństwie do niego.

Oto, Drogie Siostry, wzór dla was. Naśladujcie świętą Matkę, nie bądźcie miernymi, ale wielkodusznymi córkami tej „Wielkiej Świętej” Teresy, Matki życia duchownego. Dziękując Bogu za łaski dla niej i przez nią dla nas udzielone, podziwiajcie jej seraficzną miłość i w miarę łaski naśladujcie! Amen.

Konferencje zakonne, Łódź 1962.

(...) Cóż to za światło i co za regułę przynosi mała Teresa? Przynosi to, czym sama jest. Oto ta pokorna 24-letnia dziewica, która piętnaście lat przeżyła na świecie, a dziewięć pomiędzy surowymi murami Karmelu w Lisieux, przynosi skarby swej maleńkości: prostotę i szczerość. Potrzebuje dziś świat, woła na jej widok Ojciec Święty, potrzebuje światła, aby mógł być dobrze rządzony i kierowany. Cóż to jest, to światło? Prostota sprawiedliwych, stąd Pismo mówi: Prostota sprawiedliwych będzie kierowała nimi (por. Prz 11, 3). Tę wielką, zapomnianą cnotę, niesie Teresa. Ona, Teresa, nazywa się maleńka, bo małymi drogami, dziecięcymi prawie krokami, dochodzi do najwyższej doskonałości. Wskazuje, że nie wielkie drogi ceni pokorny, nie wielkie myśli i wykonania, ale małe drogi, proste plany, szczere myśli prowadzą do szczęścia.

I w tej prostocie swojej, w tej maleńkości, jest naprawdę niedościgniona. To nowy, szczególniejszy sposób i typ świętej. Jej świętość, choć najwyższa, jest tak prosta, tak łatwa, tak przystępna, tak pociągająca, że kto czyta jej Dzieje duszy, musi się cieszyć i płakać, i zachwycać, i śmiać, a jednak musi się rozkochać w Bogu.

O Tereni można powiedzieć: śmiejąc się, uśmiechając ciągle, została świętą. I ta mała święta, to wielka „królewna”, jej ojciec (...) tak ją nazywał a ona rozumiała: żeby być wielką trzeba być małą. Małymi krokami, małymi drogami, ale zawsze iść naprzód, zawsze szczerze i prosto do Boga. I twierdziła, że więcej Boska wielkość się objawia, kiedy zniżać się raczy do małych, do niskich, do ubogich, do niedoskonałych, gdyż wtedy więcej jaśnieje jego wielkość, jego dobroć, jego miłosierdzie. (...)

Oprócz tej prostoty, której świat nie zna albo przyznaje mniej uznania, jest druga bolączka. Wzajemna nienawiść ludów i ludzi, którzy zapomnieli, że są braćmi, że mają Ojca w niebie, którego kochać mają i dla którego wzajemnie mają się kochać. To jest reguła najważniejsza i najkonieczniejsza obyczajów i  postępowania. I to światło przynosi Terenia. To święta miłości. Błogosławiona Terenia – prawdziwy kwiat tej miłości, z nieba na ziemię przeniesiony, niebo i ziemię podziwem napełnia. Dusza jej i serce, jak u niemowląt żywi się i karmi miłością dziecięcą, wiarą gorącą i mocną, prostą, ale głęboką. I z tej to miłości rodzą się pragnienia wielkie, apostolskie, męczeńskie. I ta miłość sprawia, że wszystko co myśli, co mówi, co czyni, jest życiem miłości. Tej Boskiej miłości się poświęca i tą miłość ogromną, a prostą, dziś w ofierze, zbolałemu i schorzałemu światu, niesie mała męczennica miłości. Niebem moim będzie, mówiła w swoim testamencie Terenia, czynić dobrze na ziemi.

To są krótkie rysy, dwie drogi, lub raczej jedna droga miłości prostej, a głębokiej. Uważając się za maleńką, czuła, że wielkich rzeczy nie dokona, więc jako mała chciała kochać jak najwięcej, szczerze jak dziecko. I ta droga maleńkości i miłości zaprowadziła ją na szczyty najwyższej doskonałości. Cum essem parvula placui Altissimo. Tą drogą szła i doszła w bardzo krótkim czasie do doskonałości.

Przebiegnijmy krótko jej żywot. (...) Urodziła się w 1873 r. Otoczona kochającą atmosferą rodzinną – miała świętych rodziców i światłe rodzeństwo. Kochana najwięcej, jako najmłodsza, wychowana była jak kwiatek, aby się nie zwarzyła i dusza jej w niczym nie ucierpiała. We wczesnym dzieciństwie straciła matkę, był to cios dla jej dziecięcej duszy, szczegóły tej śmierci później opisuje żywo, choć była wtedy czteroletnim dzieckiem. Zostawiła ta śmierć bardzo głębokie ślady w jej usposobieniu, stała się nader poważna. Ojciec, zacny i święty, zajął się jej wychowaniem; a szczególnie pierwszymi krokami kierowały jej starsze siostry – Marynia i Paulinka, obydwie później karmelitanki – i zaszczepiały w jej duszy gorącą pobożność i wstręt do grzechu. Pierwszym wyrazem, który nauczyła się czytać było niebo. Szczególniejszą miłością kochała Matkę Najświętszą. Największą jej radością było sypać kwiatki przed Najświętszym Sakramentem. Pierwsza jej spowiedź, w której spowiednik polecił jej kochać Matkę Najświętszą, zostawiła głębokie przerobienie jej duszy. W tym czasie Paulinka, jej siostra, wstąpiła do Karmelu, a ona, nie mogąc z nią być razem, odchorowała tę rozłąkę.

Cudownie uzdrowiona przez uśmiech Matki Najświętszej, która się jej ukazała, gotuje się do Pierwszej Komunii świętej przez rekolekcje. Była to uczta naprawdę święta, w której jej dusza połączyła się po raz pierwszy z Boskim Zbawcą. Łzy radości, szczęścia towarzyszyły jej cały dzień. Od tego czasu, jak mogła, najczęściej przystępowała do Komunii świętej. Czuła to dobrze, że ją Pan Jezus chce mieć wyłącznie; już wtedy zaczęła się ćwiczyć, szczególnie w miłości bliźnich, dając jałmużnę i modląc się za biednych. Rosła czysta, jasna jak lilijka w gronie domowym, z natury nieśmiała, jakby niepewna siebie, w rodzinnym kółku czuła się najszczęśliwsza.

Gdy jej siostra Marynia wstąpiła do Karmelu i ona się nie mogła oprzeć temu głosowi. Miała niepełne piętnaście lat, kiedy swój zamiar wyjawiła ojcu. Ojciec przedstawiał jej trudności, ale nie bronił. Przełożeni jednak, dla młodego jej wieku, czynili trudności, kazali czekać. Wtedy ona wybiera się z ojcem do Rzymu i tu na audiencji u Ojca Świętego, kiedy wszyscy milczą – ona ośmiela się pragnienia swego serca, jak dziecko, przedstawić Ojcu Świętemu: Ojcze Święty, pozwól mi wstąpić do Karmelu w piętnastym roku życia. Ale Ojciec Święty kazał jej się zastosować do woli przełożonych. Ile wtedy cierpiała, trudno powiedzieć. A jednak z prostotą czekała na wolę Bożą. Wreszcie po wielu trudnościach, w skończonym piętnastym roku życia wstąpiła za klauzurę. Sam ojciec jej, choć ją najwięcej kochał, zaprowadził ją sam i płacząc oddał Bogu jako trzecią córkę do Karmelu. Niebawem wstąpiła i czwarta.

(...) Cudowne jej słowa i myśli, wiersze pełne zachwytów o miłości Boga, pokora i prostota czyniły ją aniołem Zgromadzenia. Siły jednak wyczerpywały się. Jak miłością żyła, tak z miłości umarła. Ostatnie jej słowa były: Kocham Cię, ach kocham Cię, Boże. Poszła do nieba, poszła jak dziecko do Ojca, aby stamtąd, jak mówiła, spuszczać deszcz różany na wszystkich i przebyć niebo, czyniąc dobrze na ziemi. (...)

Kazanie wygłoszone w dniu beatyfikacji św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Kraków, 29 IV 1923 r.

J+M

Dopuśćcie maluczkim przychodzić do Mnie
(Mk 10, 14)

Pasł Mojżesz trzodę w krainie Madian, wysługując się swemu teściowi Jetro (por. Wj 3, 1n). Nic nie mąciło zwyczajnego trybu jego życia. Aż oto dnia jednego, gdy najmniej o tym myślał, ujrzał krzak. Krzak gorzał, a nie zgorzał. Pójdę, powiada Mojżesz, i zobaczę to dziwo, i szedł. A gdy się zbliżył, głos usłyszał mocny: Nie zbliżaj się, ale zdejmij obuwie twoje, bo ziemia na której stoisz święta jest (Wj 3, 5), i głos: ?Jam jest, którym Jest? (Wj 3, 14).
Drodzy Bracia i Siostry, i nasze życie płynie jak Mojżeszowi, po różnych drogach i ścieżkach biegamy, pasąc trzodę, pędzą troski nasze jedna przed drugą i nic nie zmienia monotonności szarego życia i dni naszych. Aż oto [...] krzak rozgorzał na górze, na Górze Karmelu ? i oczy wszystkich zwróciły się ku niemu. Pójdźmy, zobaczmy co to jest, czemu ten krzak gorze, a nie zgorze? I przyszliśmy, i cóż widzimy? Oto gorze przed nami krzak, krzak róży na Karmelu, rozpalił się, rozżarzył, a nie gaśnie, płomienie zawsze żywe. Co to jest? To jest Teresa, Teresa od Dzieciątka, błogosławiona Karmelitanka z Lisieux!
I choć się ten krzak pali, przecież nikogo nie spali, każdy się może zbliżyć, a zapach róż rozchodzący się wokół usuwa truciznę świata, którą dotąd oddychamy, oczyszcza powietrze, abyśmy pełną piersią wdychali i życie odnawiali. A głos z tego krzewu się rozchodzi, nie surowy, nie mocny, ale dziewiczy, czysty, jak śpiew anielski: Ludzie, serca otwórzcie, ducha odnówcie, żyjcie miłością, bo miłość życiem jest, a życie miłością!
Obiecała błogosławiona Terenia, że po śmierci, deszcz różany spuszczać będzie na ziemię. Przypatrzmy się na koniec tych dni uroczystych jeszcze raz tej róży wspaniałej, zbierzmy te, które ona porozrzucała w ciągu biegu swego życia, i jeśli to w naszej mocy, zbadajmy tajemnicę jej życia, źródło skąd zraszają się te róże, skąd płynie jej świętość i piękność tej świętości i wziętość wśród ludzi.
(...) Możemy badać życie tej Błogosławionej w świecie, w rodzinie, wśród ludzi, w Karmelu wreszcie, i zobaczymy różne jej cnoty: miłość Boża jak u serafina, miłość ludzi aż do zupełnego zapomnienia o sobie, gołębia prostota i szczerość duszy; podziwiać będziemy jak ona przy najwyższych zaletach umysłu i serca jest jak dziecko, które zda się nic nie rozumieć i nie umieć, prócz kochania. Zdumiewać się będziemy nad jej pokorą i posłuszeństwem, nad jej roztropnością (...), nad jej czystością anielskiego życia i oderwania, słowem nad jej świętością najprzystępniejszą, a przecież najdoskonalszą.
Gdzie sekret tego wszystkiego, gdzie klucz do tych skarbów? Na ziemi, czy w niebie? Ma ten klucz, bo ma skarby. Gdzie sekret jej świętości, źródło, z którego ona tryska? Eucharystia ? piękna miłość! Stąd płynęło jej życie i wszystkie objawy życia!
Nie szła ona do nieba wykraść ogień boski, nie wzbijała się zachwycona do wieczystych piękności, bo żadnych zachwytów nie miała. Ona skarby znalazła na ziemi, znalazła je w Eucharystii, w Najświętszym Sakramencie, i to życie Boga miłości przyswoiła sobie, aby Nim wyłącznie żyć i oddychać. Widzimy ją na ołtarzach. I na cóż ona tam jest? Na to, by spuszczać róże, by rozsypywać miłość po ziemi, by Jezus był Królem Serc, a królestwo Jego ? królestwem dusz miłujących. A ona stoi jak Anioł stróż Eucharystii i głosi miłość miłosierną tego Pana miłości.
Zdawać by się mogło, że Teresa, ten biały kwiatek, ta zabawka Pana Jezusa, będzie umiała się kochać i pieścić się z Bogiem, być jako dziecko rozpieszczone w ramionach Ojca. Nie, to dziecko ma rozum głęboki i zawstydzić by mogła teologa. Oto jak ona rozumuje: zrozumiałam, że jeśli Kościół ma ciało złożone z różnych członków, to nie może mu brakować jednego najszlachetniejszego, najpotrzebniejszego. Nie może brakować mu serca, że to serce musi kochać, musi ożywiać miłością. I gdyby to serce bić przestało, gdyby nie ożywiało członków, nie byłoby ani apostołów, ani męczenników; nie zdobiliby się w cnoty wyznawcy i nie śpiewałyby dziewice pieśni nowej Barankowi, i to serce obejmuje wszystkie powołania, wszystkie czasy i miejsca. I czymże jest to serce w Kościele? To serce to Eucharystia, to ta piękna miłość, z której jakby z oceanu zawsze pełnego rozlewa się duch Chrystusowy, miłość i uczynki miłości na wszystkie członki. Zrozumiała Teresa i wzięła, wzięła Eucharystię, wzięła to serce, aby nim kochać i żyć, aby się odziać w ducha Chrystusowego (por. Ga 3, 27). Serce Boga brała z Eucharystii, wzięła jako własne, aby kochać bez miary, jak Chrystus ukochał bez miary.
Jeśli Eucharystię nazwiemy słońcem, to słońce oświeciło najpierw dom, w którym mieszkało, to jest serce. Oświecając serce tej dzieciny, musiało jej pokazać jej nędzę, stąd płynie pokora i cichość tej świętej dziewicy. Stąd też widząc Jezusa pokornego, wzgardzonego, widząc jak On, Pan nieba i ziemi, nie miał gdzie by głowę skłonił, choć Jego jaskółki miały gniazda, a liszki nory (por. Mt 8, 20; Łk 9, 58). Teresa określa swoją pokorę w tych słowach: Tak się musimy uniżyć, i tak zniszczyć naszą pychę, byśmy mogli służyć Jezusowi za mieszkanie. A jakież to mieszkanie, gdzie by nie można skłonić, oprzeć nawet głowy? Myśl śliczna, a prosta. Tak się uniżyć, tak się uważać za biedną, że Jezus nie raczy nawet spojrzeć.
Zapatrzona w to wyniszczenie eucharystyczne Jezusa, ożywiona jest najwyższym pragnieniem ? być niczym i za nic mianą. W dzień Profesji świętej woła: ?Jezu, spraw, aby nikt się mną nie zajmował, niech będę pod nogami wszystkich, zapomniana i jak ziarnko piasku?. Ja pragnę być zapomniana, pisze w innym miejscu, nie chcę wzgardy, krzywdy, to za wielki zaszczyt dla ziarnka piasku. Bo gdyby gardzono ziarnkiem piasku, kiedy je zmiatają, to by przecież pamiętano o nim. Ja chcę być zapomniana, nie tylko przez drugich, ale od siebie samej, abym na ziemi niczym się nie zajmowała prócz miłowania Boga.
A z pokory rodzi się cichość. Ciche było życie świętej dziewicy, tak ciche, że siostry, widząc ją słabą, mówiły: Kiedy umrze, cóż napiszemy o niej? Nic nie zdziałała. Oto jak umiała ukryć swe cnoty przed sobą i przed drugimi, nawet najbliższymi. O, bo to delikatna nader cnota, ta pokora, i cichość. Ona musi się ukryć nie tylko przed drugimi, ale i przed sobą.
I gdzież to dziecko czerpało tę nadprzyrodzoną siłę wzgardy siebie? Tam, gdzie źródło życia. Uczcie się ode mnie, żem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie odpoczynek dla dusz waszych (por. Mt 11, 29). W tej to nauce pokory ta mała dziecina nauczyła się być pokorną i zamykać swe skarby, bo powiada pięknie: są rzeczy tak kosztowne i wonne, że żadne słowo ich nie wypowie, a wystawić je na powietrze to zapach swój stracą. Stąd też, choć się kwiatkiem nazwała, przecież tak zastrzegła, aby woń tego kwiatka wstępowała tylko ku niebu.
Miłość jest duszą, pokora jej ciałem, w której mieszka, a owocem jej pokój, wesele, radość, prostota. Oto zalety dzieci Bożych. Jako cechę charakterystyczną świętości Teresy bulla beatyfikacyjna zaznacza drogę maleńką, prostotę, że szła ona jak dziecko po ścieżkach sprawiedliwości, pełna ufności, wesela, pokoju, niczego się nie obawiając, pewna, że nad dzieckiem czuwa Ojciec, że takich jest Królestwo niebieskie (por. Mt 19, 14).
Ale skądże znowu ten przymiot dzieci Bożych w duszy Teresy? Skąd to zrozumienie tej drogi, tak prostej, a pewnej? Oto głos Eucharystii: Dopuście maluczkim przychodzić do Mnie (por. Mt 19, 14). Idzie do niej Teresa, a idzie z taką ufnością, że pomyśleć o większej trudno. Mojego pokoju i mojej ufności nie zdoła odebrać nawet grzech ciężki. Nie dlatego, że zostałam zachowana od grzechu ciężkiego, ja mam ufność do Pana. Nie! Ja czuję, że chociażbym miała na sumieniu wszystkie zbrodnie, które można popełnić, ufności bym nie straciła. Poszłabym, serce rozdarłszy żalem, rzucić się w objęcia Boga. Wiem także, że kocha marnotrawne dziecko (por. Łk 15, 20?24). Słyszałam Jego słowa do Magdaleny, do niewiasty cudzołożnej, do Samarytanki, wiem, co znaczy to miłosierdzie Jego i złość pychy są jako krople wody wrzucone w piec ognisty.
I gdybyśmy przechodzili kolejno wszystkie jej cnoty, to klucz do nich, znaleźlibyśmy w tabernakulum. Stamtąd jej zrozumienie Ewangelii, stamtąd zrozumienie miłości i uczynków miłości jaśniejących w cnotach codziennych.
Lecz Jezus w Eucharystii to nie tylko cichy, pokorny, miłujący Baranek, nie tylko Przyjaciel, Brat, Ojciec. To Apostoł, to Misjonarz. Wszak ta miłość Eucharystyczna działa cuda. Oto Ja jestem z wami, aż do skończenia świata (por. Mt 28, 20). I w tym Teresa chce być z Panem. Poszła do nieba i króluje, ale ona nie chce używać sama. Chce z nami się dzielić. Ja spuszczę deszcz różany, nie tylko, ja zstąpię. Chce być jak była za życia, Aniołem stróżem Eucharystii, tej pięknej miłości i tej miłości uczyć, czyniąc dobrze na ziemi.
Drodzy moi Bracia i Siostry. Podziwiamy tę świętą, kochamy, bo jest kochania godna. Znamy sekret jej świętości i klucz mamy. To życie Eucharystyczne Boga na ziemi i w sercach naszych. ?Pójdźcie do Mnie wszyscy...? (Mt 11, 28).
Serca lodowate ? suche kłody ? życia nam potrzeba: w sercach, w rodzinach; w społeczeństwie, w ojczyźnie ? oto stoi serafin miłości ? Teresa ? oto orzeł ? oto gołąbka.
(...) Kończąc te uroczystości, zwracamy się do Ciebie: Róże rzuć! Kościół święty walczy ? a w Polsce przede wszystkim. Rzuć różę miłości w Ojczyznę naszą, by zgoda panowała i miłość synów Ojczyzny budowała po Bożemu Królestwo niebieskie. Popatrz łaskawie na najczcigodniejszego Pasterza tej diecezji i jego pasterzowaniu błogosław, aby owieczki prowadził do Dobrego Pasterza, aby żadna nie zginęła.
A każdemu daj to, o co prosi ? ten odpust zupełny, którym jest miłość  i dary bogate. A nade wszystko daj nam klucz twój, klucz do tabernakulum, aby każdy mógł tam otwierać i brać miłość Jezusową i życie Jezusowe! Amen.