Przeskocz do treści

Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei, za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy, mówiąc: "Gdzie jest, który się narodził, Król Żydowski? Albowiem widzieliśmy gwiazdę Jego na wschodzie i przyjechaliśmy pokłonić się Jemu" (Mt 2, 1 i 2). Zatrwożył się Herod, bo wiedział o Kogo chodzi, że chodzi o Chrystusa. Zwołuje kapłanów i doktorów, którzy według proroctwa wskazują mu Betlejem, jako miejsce narodzenia Mesjasza. Gwiazda, która towarzyszyła królom we dnie i w nocy, w Jerozolimie zniknęła, ale w drodze do Betlejem ukazała się ponownie i stanęła nad miejscem, gdzie było Dziecię. Uradowani wchodzą do domu i znajdują Dziecię z Maryją i Józefem. Upadli na kolana, ofiarowali skarby swoje: złoto, kadzidło i mirrę (por. Mt 2, 3-11). Z Jerozolimy nikt nie usiłował szukać Nowo Narodzonego, Herod zaś knuł plan, jak by zgładzić Dziecię.

Przedziwne są drogi Pańskie. Przez aniołów Bóg objawił Narodzenie Zbawiciela prostym i ubogim pasterzom, którzy przybiegli adorować i opowiadać o Maleńkim narodzonym w żłobie. Objawił Narodzenie bogobojnym starcom: Symeonowi i Annie. Symeon przepowiadał dzieje Dzieciątka jako znak na upadek i na powstanie wielu (por. Łk 2, 34), Anna zaś głosiła Jego narodziny wszystkim, których spotkała (por. Łk 2, 38). Wreszcie objawił Bóg Narodzenie Syna poganom przez znak cudownej gwiazdy, która poprowadziła Mędrców do Jezusa i Maryi. Każdemu daje Bóg łaskę, nikogo nie odtrąca. Ta łaska jak gwiazda budzi, oświeca, miga swym światłem, prowadzi. Jeśli człowiek za nią postępuje, idzie prosto do Boga. Czasem jednak, czy to z naszej winy, czy z dopuszczenia Bożego, łaska znika, dusza traci drogę, nie wie, czy na lewo, czy na prawo ma iść. Wtedy dusza łaskę znajdzie przez kapłanów, bo do nich należy wskazanie sposobu odzyskania łaski (...), a na mocy urzędu, który sprawują, wskażą drogę, zwłaszcza drogę pokuty. Gwiazda znowu się pokaże i poprowadzi do celu, do Jezusa i Maryi.

Jerozolima przeciwnie, mimo że miała łaskę ofiarowaną tak w Piśmie, jak w cudownym objawieniu gwiazdy, mimo że odczuła jej działanie, bo poruszyła się cała (por. Mt 2, 3), tej łaski jednak nie przyjęła. Może nie poszła do Betlejem z trwogi przed Herodem, dlatego nawet, gdy po trzydziestu latach Chrystus jako Król wszedł do Jerozolimy (por. Mk 11, 1-11), nie tylko Mu nie uwierzyli, ale przybili do krzyża i bluźniąc, ukrzyżowali. Przez odrzucenie łaski rozum ich się zaciemnił (por. 2 Kor 3, 14) i wola ich stała się martwa (por. 2 Kor 3, 15).

Mędrcy, wszedłszy w dom znaleźli Dziecię z Maryją Matką Jego i upadłszy pokłonili się Jemu, i otworzywszy skarby swoje ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę (Mt 2, 11). Wierność łasce zawsze prowadzi do Jezusa. Wprawdzie obecnie oczy nie oglądają wcielonego Boga w widzialny sposób, w zamian znajduje Go wiara, pewniejsza niż oczy, ufna nadzieja, opierając się na wierze, spodziewa się dalszych łask i bogaci się nimi! Miłość wreszcie całą wolą przytula się do Boga, obejmuje i przytula Boga do siebie. Z tymi cnotami, płynącymi z łaski znalezienia Jezusa, płynie złoto adoracji Boga, wznosi się modlitwa jak wonne kadzidło, a mirra umartwienia oczyszcza duszę i ciało, aby cały człowiek był oddany Bogu. Wiara wymaga posłuszeństwa, oddania rozumu i woli, nadzieja opiera się na ubóstwie, które nic nie mając, czeka na dar Boga, miłość stroi się w czystość duszy i ciała, by dusza była jako oblubienica odziana w barwy i kolory cnót wszystkich.

Z czymże więc Mędrcy przyszli do Dzieciątka? Przyszli jako dzieci, z dziecięctwem ducha i z radością pokory, z prostotą oka i ze zgięciem kolana, uznali Dziecię za Boga, choć Go znaleźli w stajni, w ubóstwie, ale i siebie ofiarowali, aby nieść zbawienie tym, którzy byli najbiedniejsi. (...)

Mędrcy inną drogą wrócili do swojej ojczyzny (por. Mt 2, 12). Inną drogą, bo do Betlejem, do Dzieciątka, przybyli mądrzy według świata, a wrócili dziećmi, roznosząc Ewangelię dziecięctwa wśród swoich ziomków. Prawdziwe apostolstwo jest ojcostwem duchowym (por. 1 Kor 4, 15; Ga 4, 19), ale apostoł bez dziecięctwa nie będzie apostołem Jezusowym. Jeśli bowiem nie staniecie się jak dzieci, ani sami nie wejdziecie do królestwa, ani drugich nie wprowadzicie (por. Mt 18, 3). Chrześcijaństwo bowiem rodzi się z dziecięctwa, żyje, rozwija się i doskonali dziecięctwem "w Duchu i prawdzie" (J 4, 24).

Betlejem i jego gwiazda, trzej Mędrcy i ich droga do i od Maleńkiego, adoracja, ich wiara i dary, Maryja, Matka Dzieciątka - niech nam głoszą w codziennym naszym życiu Boga-Dziecię i nasze z Nim dziecięctwo  w posłuszeństwie, czystości i ubóstwie, (...) żyjące prostotą wiary, pewnością nadziei i ofiarą miłości.

Zob. Ojciec Anzelm od św. Andrzeja Corsini OCD, Mała historia Dzieciątka Jezus, Łódź 2004.

Pierwej nim przeczytasz to Imię, ponad wszystko imię (por. Flp 2, 9), pochyl głowę, złóż ręce jak do modlitwy i zegnij kolano, a zebrawszy wszystkie władze duszy, mów ze skruchą i miłością: Niech Imię Pańskie będzie błogosławione, niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Niegdyś Mojżesz, sługa Boży, miał widzenie: widział krzew, który gorzał, a nie zgorzał, palił się, a nie spalił; cudowny ogień, który się utrzymał siłą własną. Co to jest ? pytał się Mojżesz ? pójdę i zobaczę. I gdy się zbliżał, usłyszał głos: "Zdejm obuwie twoje, ziemia na której stoisz święta jest" (Wj 3, 5). Uląkł się Mojżesz przed cudem i przed głosem, zdjął obuwie swoje i twarz zakrył, bojąc się nawet spojrzeć. Wówczas Bóg objawił mu wolę swoją i imię swoje: JESTEM, Który Jestem (Wj 3, 14)! Mocą tego imienia uzbrojony, Mojżesz stał się wybawicielem ludu izraelskiego, wyprowadzając go z niewoli i cudownie utrzymując go na pustyni. JESTEM, Który Jestem było imieniem mocy, trwogi, a często i kary, bo Żydzi, twardego karku i nieobrzezanych serc (por. Dz 7, 51), nie rozumieli miłości. Stąd też tego imienia nawet wymawiać im nie było wolno, i ilekroć napotykali w księgach świętych, Jahwe, Żydzi czytali Adonai, Pan.

Gdy przyszło wypełnienie czasów, objawił się nam Bóg, nie w majestacie mocy i potęgi, lecz w pełności miłosierdzia i łaski. Objawił nam się Bóg w Synu swoim, którego posyłając na tę ziemię, dał Mu imię, ponad wszelkie imię, aby na imię Jezus wszelkie kolano klękało istot niebieskich, ziemnych i podziemnych, a wszelki język wyznawał, że nie masz zbawienia tylko w tym świętym imieniu Boga-Człowieka (por. Flp 2, 9; Dz 4, 12). W objawieniu tego Imienia Bóg nie przemawia z krzaku gorejącego, lecz objawia wnętrzności zmiłowania swego przez niebieskiego wysłańca, zwiastuna tajemnicy Wcielenia i naszego wybawienia z niewoli piekła. Miesiąca szóstego posłany jest anioł Pański do Panny Maryi: błogosławioną Ją nazwał i łaski pełną; a gdy się Dziewica strwożyła, uspokaja Ją archanioł Gabriel: "Nie bój się Maryjo, albowiem znalazłaś łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna i nazwiesz imię Jego Jezus. Ten będzie wielki i będzie zwany synem Najwyższego!" (Łk 1, 30-32)

Językiem ludzkim Bóg jest nazwany, by sercem ludzkim mógł być kochany! I oto pierwsza, najczystsza z wszystkiego stworzenia, Dziewica-Niepokalana, imię najświętsze adoruje w głębi pokory: "Oto ja służebnica Pańska" (Łk 1, 38), w chwili, gdy stawała się Matką Boga i Królową wszelkiego stworzenia, nieba i ziemi. Ze czcią wymówiło niebo to imię przez usta swego posła, z pokorą najgłębszą pozdrowiła je pierwsza błogosławiona między niewiastami, jako owoc żywota panieńskiego (por. Łk 1, 42). Z jakąż miłością i świętym drżeniem wymówiła Maryja z Józefem to święte imię Najwyższego, gdy w dzień obrzezania, w pierwszym dniu i roku zbawienia naszego, nadawała je Synowi swojemu i Boskiemu Imię Zbawienia, imię chwały, imię i obraz Ojca, imię miłości i miłosierdzia, imię prawdy i łaski, i cokolwiek o Bogu język ludzki może wypowiedzieć wszystko i więcej w nim się mieści. (...)

Miłością tego imienia przejęty, św. Paweł, Apostoł narodów, niosący Jego poselstwo i nowinę przez lądy i morza wśród kajdan i utrapień, prawdziwy "krzew gorejący", ciągle Imieniem Jezus, sławi jego niepojętą wielkość: W ubiegłych wiekach rozmaicie i wielu sposobami Bóg mówił do ojców naszych. Na koniec przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, gdy i przez Niego uczynił wieczność. A ponieważ ten Syn jest jasnością chwały i wyrażeniem istności Jego, podtrzymując cały świat przez moc swego słowa, i oczyszczając nas z grzechów, zasiada na prawicy Majestatu na wysokościach. Zacniejszy jest ponad Anioły, bo osobliwsze nad nich Imię odziedziczył. Bo któremuż kiedy z Aniołów powiedział: Synem moim jesteś, Jam ciebie dziś zrodził lub jak gdzie indziej: Ja mu będę Ojcem a On będzie mi Synem. I ponad to, gdy wprowadza Pierworodnego na okrąg ziemi głosi: Niech mu się kłaniają wszyscy Aniołowie Boży! Stąd pismo, gdy o aniołach mówi, rzecze: Bóg uczynił aniołów duchami, a sługi swoje płomieniem ognia; lecz do Syna mówi: Stolica twoja, Boże, będzie stolicą na wieki wieków, a berło twego królestwa berłem prawości (por. Hbr 1).

Za Maryją, za św. Józefem, za Apostołami powtarzają to Imię ponad wszelkie imię (por. Flp 2, 9) wierni: męczennicy na arenie, w więzieniach, w torturach; i z tym imieniem idą na męki i śmierć jak na gody; powtarzają to imię i rysują je życiem czystości i pokuty święte dziewice; powtarzają to imię wszyscy, co prostego są serca i dobrej woli, i znajdują w nim siłę do noszenia krzyża, i mądrość, która zawstydza uczonych tego świata. I nie tylko powtarzają to imię, ale rozumieją je i kochają do szaleństwa, do największej ofiary ze siebie, z mienia, z życia; ponad wszystkie miłości droższy im jest Jezus.

JEZUS - kto Go przyjmuje i adoruje, znajduje zbawienie; kto Go odrzuca i nie uznaje, sam się wykreśla z księgi żyjących, bo nie ma innego imienia, w którym by zbawienie osiągnąć można, jak tylko imię Jezus (por. Dz 4, 12).

JEZUS - tak modli się każde serce chrześcijańskie i w tym imieniu znajduje wysłuchanie, bo o cokolwiek prosić będziecie Ojca w imię moje, powiada Jezus, da wam (por. J 14, 13).

JEZUS - Nim chlubi się Kościół święty, Oblubienica, którą Syn Boga sobie obrał, i broni wszędzie czci tego imienia poprzez katakumby, poprzez prześladowanie, tego skarbu nie da sobie wydrzeć i pewne jest z tym imieniem, że wszystkie bramy i potęgi piekła jej nie przemogą (por. Mt 16, 18).

JEZUS - tym imieniem szczyci się sam Syn Boga, jako Zbawca ludzkości, jej Pan, jej Król, jej najwyższy Kapłan; jej Pośrednik u Ojca. W tym imieniu zamykają się wszystkie Jego godności, Jego królewska wielmożność i władza, Jego miłosierdzie i przebaczenie, bo z Nim się urodził, już w żywocie panieńskim tak nazwany, i z tym imieniem, jako najwyższą swą chlubą, na krzyżu życie swe dał za okup swych braci, którzy zginęli, aby znów do życia przyszli.

Któż zdoła wypowiedzieć, ile bogactw i piękności mieści się w imieniu Jezus, gdy w Nim mieszka cała pełność Bóstwa (por. Kol 2, 9). Jezus nas ukochał do końca (por. J 13, 1) i Jego miłość idzie poza granice wszelkiej znanej miłości; w Nim odbija się nieskończona dobroć Jego serca! Cichość i pokora mówią i czynią w imieniu Jezus. O nim to powiada Izajasz prorok: Oto Syn mój, którego wybrałem, mój umiłowany, w którym sobie upodobałem. Ześlę na Niego Ducha mego, On opowiadać będzie narodom sprawiedliwość. Nie będzie się sprzeczał ani wołał, i nikt nie posłyszy głosu jego na rynkach. On trzciny nadłamanej nie dołamie i lnu tlejącego się nie dogasi, aż zapewni triumf sprawiedliwości. I narody ufać będą w jego imieniu (por. Iz 42, 1- 4)!

Dzień za dniem, na wszystkich miejscach ziemi podnosi się czysta Hostia i kielich kapłański w Eucharystycznej ofierze. I ta ofiara, powtórzenie ofiary krzyżowej, w której przyswajamy sobie owoce odkupienia, spełnia się w imię Jego. Per Jesum Christum wymawiają usta kapłanów, a z nimi razem i w imię Jezusowe niosą wierne imieniu Boskiemu dzieci Kościoła swe prośby i zadośćuczynienia, swoje hołdy i dziękczynienia. Sami na wzór Jezusa stając się ofiarą.

Gdy otworzysz księgę Ewangelii
i wczytasz się w dzieje Boga-Człowieka,
zobaczysz i odczujesz wszędzie
tchnienie Boskiego imienia.
Czymże ci się okaże Jezus?
W blaskach tego imienia
błyszczą wszystkie tytuły Syna Człowieczego,
i od Niego biorą światło.
Jezus-Zbawiciel, Jezus Baranek,
który gładzi grzechy świata,
niepokalany i bez zmazy;
Jezus-Alfa i Omega;
Sprawca życia i zbawienia,
ten który był i miał przyjść;
Pośrednik nasz, Chrystus Pan,
Emanuel, Syn Boga, Jednorodzony Ojca,
Syn Dawida i Syn Człowieczy.

Ileż w tych tytułach w jednym imieniu mieści się wielkości Boskich i ludzkich! To imię oświeca jako światło każdego przychodzącego na ten świat (por. J 1,9), to imię karmi jako chleb żywota, który z nieba zstąpił; przez to imię poznajemy naszego Pasterza, Ojca, Nauczyciela, Początek i Koniec, Zmartwychwstanie i Życie, słowem: naszą Drogę, Prawdę i Życie (por. J 14, 6).

Gdy to najświętsze imię porównamy z najpiękniejszym, jakie istnieje w naszych ustach i sercach, z imieniem Maryi, to jeszcze wyznać musisz, że to imię błogosławione między niewiastami, jest wobec tego Boskiego jakby cieniem, przy którym blaski Boskości tym jaśniej występują. Imię Jezusowe jest łącznikiem całej ludzkości z majestatem Boga, bo przez nie wszystko do Ojca bywa zanoszone. Stąd niech na to imię klęka każde kolano i przez to imię daje wszelką chwałę Ojcu w niebiosach (por. Flp 2, 10)!

W Nowy Rok są Imieniny Jezusa. Jakie życzenia Mu złożymy? "Niech Imię Pańskie będzie błogosławione" (Ps 112, 2), tak mówmy i czyńmy każdym aktem życia naszego, z gorącą prośbą, aby świętość tego Imienia była nam zbawieniem.

Przypatrzmy się dzisiaj z bliska Jezusowi Chrystusowi – naszemu Królowi. – Kim On jest, jak On rządzi, jak panuje, jak nas kocha, jak miłuje? – A, jak my odwdzięczamy się Jemu i jak Go kochać mamy?

Królem naszym jest Jezus Chrystus. Kim On jest? Synem Bożym i Synem człowieczym, Synem Ojca w niebie i Synem Maryi Niepokalanej. Bogiem z Boga, Światłością ze Światłości, a zarazem prawdziwym człowiekiem – synem Adama. W jednej osobie, jednoczy cudownie, niepojęcie, dwie natury boską i ludzką, i dlatego nie ma pod słońcem nic tak pięknego i wzniosłego, jak Jezus Syn Maryi – Król nieba i ziemi.

Jest Królem naszym. Bo przez Niego wszystko się stało co się stało, przez Niego życie mamy i żyjemy – bez Niego bylibyśmy niczym. On nas stworzył z niczego, więc do Niego należymy całkowicie, bez ograniczenia. On ma do nas wszystkie prawa, my do Niego nie mamy żadnego prawa, chyba takie, jakiego nam z łaski udzieli.

On nie tylko nas stworzył. Gdyśmy upadli, gdyśmy w grzechach leżeli, On z nieba zstąpił na ziemię (por. J 3, 13), Słowo – Syn Boga, ciałem się stało i zamieszkało między nami (por. J 1, 14). Stał się do nas podobny, abyśmy przez Jego przykład stali się do Niego podobni – stali się dziećmi Bożymi (por. 1 J 3, 1). I aby kupić nas, naszą miłość, nie dość Mu było, że do nas przyszedł – On nam się oddał cały – oddał życie za braci swoich, kupił nas za cenę ogromną wylawszy na krzyżu za nas krew Boską (por. 1 J 3,16). Jesteśmy zatem jego własnością (por. Ef 1, 14). Kto się z niej wymyka, czyni Królowi temu krzywdę i popełnia niewdzięczność (...).

Jest Królem naszym. Bóg Ojciec dał Mu wszystko w Jego ręce (por. J 3, 35). Za prace Jego, za trudy na ziemi uczynił go Ojciec Panem i Królem w niebie i na ziemi. Jezus Chrystus nie tylko panuje jako Bóg, lecz panuje i króluje nad ludźmi jako Bóg-Człowiek. Wielka chwała mieć takiego Króla! I ten Król zaprasza nas wszystkich pod swoje panowanie.

Ten Król pokorny i cichy (por. Mt 11, 29), sprawiedliwy i miłosierny (por. Ps 116, 5), Książę pokoju (Iz 9, 5) wystawia znak swój. I na tym znaku wysoko postawionym, na tym Krzyżu Krwią swoją uświęconym, wypisuje słowa dla każdego, kto chce iść za Nim: pokuta – życie chrześcijańskie – cierpliwość, niebo. I posyła ten Król na wszystkie strony świata swoje sługi: aniołów, apostołów, kapłanów i wszystkich, którzy pragną ratować dusze. Posyła do wszystkich stanów bez różnicy, do wszystkich rodzajów osób – do grzeszników i sprawiedliwych, bo za wszystkich umarł (por. 2 Kor 5, 15). Idźcie, mówi do nich, wyrywajcie dusze ze szpon diabelskich. Okażcie im, że zwodnicze są bogactwa, oszukańcze rozkosze, honory zawodzą. – Uczcie ich pokuty, uczcie jak mają żyć, jako moi uczniowie. Powiedzcie im, że kto wytrwa w tym życiu chrześcijańskim przez cierpliwe dźwiganie krzyża Mego, ten będzie zbawiony i w niebie ze Mną królować będzie. I idą misjonarze za głosem Jezusa, który przez usta ich przemawia, idą pod sztandar Jezusowy niosąc jarzmo Jego i przekonują się, że jest słodkie.

I to Królestwo Jezusa rośnie, ze wszystkich królestw świata jest największe, najwspanialsze, najpiękniejsze – królestwo pokoju i miłości (por. Iz 9, 6). – Jezus Król świata jest najbardziej kochany – najwięcej znany, najwięcej naśladowany. Do Niego lgną serca, dla Niego wszystkie modły, prace, krzyże, dla Niego śmierć sama, a przez nią udział w Królestwie. Amen.

Święci stają się nauczycielami życia świętego,
nie przez głos z katedry, i nie przez głos pism,
lecz przez przykład, który uczy, pociąga i zachęca nawet tych,
których nie poruszy nawet najwymowniejsze słowo.

Zachęca nas św. Paweł Apostoł, aby obcowanie nasze było w niebie (por. Flp 3, 20). (...) Najczęściej zbliżamy się do Boga, jak powiada św. Matka nasza Teresa, przez Jego przyjaciół, a święci są przyjaciółmi Boga. Święci podnosili się tu na ziemi przez wiarę ku niebu, trzymali się ręki Bożej przez ufność i kochali Go nie tyle siłą uczucia, ile siłą uczynków, pełniąc Jego wolę, objawioną w przykazaniach Boskich, w prawach Kościoła i obowiązkach własnego stanu.

Z tymi przyjaciółmi Boga bliżej nam do Boga niż przez nasze własne wzloty, bo oni, jak Rafał Tobiasza (por. Tb 4 n.), prowadzą nas przez to życie drogą przez siebie już doświadczoną: znają niebezpieczeństwa, podają lekarstwa, niweczą siłę szatana czyhającego na naszą zgubę, pomnażają w nas majątek dóbr boskich – to jest wiary i ufności, i każą nam (...) pełnić miłość Boga i bliźniego okazaniem uczynku. Przy boku tych świętych widzimy słabość naszą, lecz czujemy także moc i skuteczność łaski, zachęcając się widokiem naszych przyjaciół nam pokrewnych i rodem, i stanem, i skłonnościami natury. Mogli oni, możemy i my! Takie obcowanie ze świętymi podnosi nas do Boga, łączy nas z Nim...

(...) Stąd chwała świętych w królestwie Bożym jest odblaskiem chwały Boga samego w swych sługach i przyjaciołach, a cześć, jaką odbierają, spływa przede wszystkim na Boga, który ich chwały jest początkiem i końcem. Czcząc więc świętych, uznajemy naszą niegodność, wysławiamy najwyższą wielmożność Boga i Jego hojność względem sług swoich. (...) Łaskawość bowiem Boska jest tak wielka, że nie zmniejsza się, owszem rośnie w oczach naszych, gdy mogąc sam czynić, obdziela wszechmocą swoją sługi swoje. Przez cześć naszą do świętych rozmnaża się hojność Boska, bo wszyscy z niej biorąc i obdzielając proszących, nigdy jej nie uszczuplą ani wyczerpią. Należy więc: prosić świętych lub raczej przez świętych. Znają oni bowiem nasze potrzeby, widząc je w Bogu, przez współżycie swe z Bogiem bliżej żyją z nami niż przedtem, gdy w ciele podróżowali i obcowali między nami. (...) Święci nie tylko znają nasze potrzeby, lecz mogą nam pomóc i czynią to z największą radością, dzieląc się z nami szczęściem, którego zażywają.

Miodopłynnym stylem pisze o tym św. Bernard. „Czyż sądzicie, że niebo przyjmując dusze, znieczula je lub odziera z pamięci i współczucia? Bracia, szerokość nieba rozszerza serca, nie ścieśnia; nie umniejsza miłości, lecz powiększa; w świetle Bożym pamięć nie zaciemnia się, lecz rozjaśnia: w jasności Boskiej wie się, czego się nie wiedziało” itd. Tak jest; jeśli święci żyjąc tu na ziemi, współczuli ze wszelką nędzą i skutecznie ją usuwali, tym więcej odziewają się we wnętrzności miłosierdzia (por. Kol 3, 12), gdy stoją przed samym źródłem miłosierdzia i z niego czerpią. (...) Widzimy bowiem w świętych wizerunek Chrystusa, kopiowany przez wierne Jego naśladowanie w różnych stanach życia i warunkach, i to wizerunek odtworzony praktycznie w codziennych czy powszednich, czy wielkich i heroicznych czynach.

Widnieje w świętych piękność łaski, która się objawia nie tyle w jakichś nadzwyczajnościach nieprzystępnych dla ogółu, lecz objawia się w wiernej współpracy, w codziennych zmaganiach się z naturą skłonną do grzechu, a przecież z tą łaską zwycięską. Stają się przez to święci nauczycielami życia świętego, nie przez głos z katedry, chyba z rzadkimi wyjątkami, i nie przez głos pism, lecz przez przykład, który uczy, pociąga i zachęca nawet tych, których nie poruszy nawet najwymowniejsze słowo.

Przykład takiej świętości zejdzie i do najuboższego mieszkania, aby ubóstwo oprawić w ramy miłości Bożej, aby ozłocić cierpienie promieniami jasności Boskiej, aby pokucie nadać nie wyraz kary, ale wyraz radosnej nadziei w dobroć Boga. Świętość ta wzniesie się do wysokości królewskich tronów, aby najwyższych władców na ziemi uczyć pokory i schylać ich głowy nie tylko w pokornej modlitwie, lecz także w pokornej posłudze najbardziej opuszczonym. Jednym słowem, naśladowanie świętych, to praktyczna droga do Boga, stąd święci to największy dar Boski dla świata i najwięksi dobroczyńcy ludzkości. (...)
Zob. Głos Karmelu 5 (1931) 60-64.