Przeskocz do treści

29 kwietnia 1923-2023

Sługa Boży o. Anzelm Gądek OCD poznał s. Teresę od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza – z lektury jej „Dziejów duszy”. Niespełna pięć lat po śmierci Teresy jej autobiografia została przetłumaczona na język polski przez karmelitanki bose z Przemyśla i wydana już na początku 1902 r. (por. Jerzy Zieliński ocd, Kulisy pierwszego polskiego tłumaczenia "Dziejów duszy", s. 21). Jako nowicjusz w Czernej, br. Anzelm doskonale zrozumiał swoją siostrę w Karmelu i jej „małą drogę”. Sam przeżywał podobne porywy miłości Bożej, czemu dawał wyraz w swojej młodzieńczej poezji:

Kocham Cię, Boże…
Dałeś mi życie wiekuisty Panie,
A z życiem Siebie i wszystko, co Twoje!
Otwarłeś skarby, jak morza wylanie,
Tylu łask zdroje –
Więc dziś ku Tobie wołam w pokorze –

Kocham Cię Boże!
Skąd mnie nędznemu z Tobą mówić śmiałość,
Przed którym niebo upada na twarzy?
Tyś mię ukochał nad stworzenia całość,
Więc serce marzy,
Kryjąc się w Twojej miłości przestworze –

Kocham Cię Boże!
Kiedy rozważam Twej dobroci dary,|
Oniemieć muszę i dziękować w duchu:
Im dłużej żyję, uczuwam, że miary
Nie znasz w łask ruchu –
Toż jasno widząc Twej hojności morze,

Kocham Cię Boże! […]
Kocham, bo wierzę, a wierząc miłuję,
Żeś Bogiem moim, żeś Panem nad Pany!
Tylko drobinę Twej wielkości czuję,
W proch zagrzebany –
Lecz gdy mą słabość Twa wszechmoc wspomoże

Kocham Cię Boże!
Kocham Cię Panie! boś Bogiem miłości,
Twój Syn odwieczny oddał za mnie życie;
I straszną kaźnią zmazał moje złości,
Na góry szczycie –
Więc gdy w mym sercu Twa miłość rozgorze,

Kocham Cię Boże! (br. Anzelm, Notatki nowicjackie, 15-17r)

Od 1914 r. Sługa Boży szerzył w środowisku krakowskim kult Dzieciątka Jezus. W pracy duszpasterskiej inspirował się nauką o dziecięctwie Bożym i propagował przykład świętości Teresy z Lisieux. Gdy w 1921 r. czynił przygotowania do założenia w Polsce kontemplacyjno-czynnego zgromadzenia sióstr karmelitanek Dzieciątka Jezus, w Rzymie dobiegał końca proces beatyfikacyjny s. Teresy. Przy „huraganie” chwały i „deszczu róż”, tzn. licznych łaskach otrzymywanych przez jej czcicieli na całym świecie, papież Benedykt XV, 14 sierpnia 1921 r. promulgował dekret o heroiczności cnót tej francuskiej karmelitanki. Niespełna pół roku później, Sługa Boży o. Anzelm pisał do karmelitanek w Przemyślu, które przez przetłumaczenie jej autobiografii oraz wydawaniu obrazków Teresy z modlitwą, miały zasadniczy udział w szerzeniu jej kultu w Polsce:

„Na pociechę Waszą powiem zaraz, co mi pisano ze Rzymu, że na przyszły rok na wiosnę będzie beatyfikacja Tereni. Dla Was to będzie tryumf największy, boście się najwięcej przyczyniły do rozszerzania czci tej „Malutkiej” (List do m. Weroniki Smoczyńskiej ocd, przeoryszy w Przemyślu, 24 V 1922).

Znów na początku 1923 r., jako wyższy przełożony polskiego Karmelu, dzielił się radością swojego serca i wzywał wspólnoty karmelitańskie w Polsce do przygotowania się do uroczystych obchodów beatyfikacji Teresy:
„Przewielebna Matko! Gaudium magnum! Terenia na ołtarzach! 12 lutego [1923 r.] dekret o cudach został zatwierdzony. Ojciec Święty miał przepiękną przemowę. Nowa chwała Karmelu i nowy dowód żywotności Zakonu. Ogromnie się cieszę i z Wami dzielę radość. Obym się jeszcze doczekał, by i z Waszego Karmelu taka chwała była Kościołowi i polskiemu Karmelowi. Gotujcie powoli świąteczne stroje na przyszłe uroczystości. Bo choćby się i sprzedać, to trzeba wielką paradę uczynić” (List do m. Antoniny Kobylińskiej, ocd, przeoryszy we Lwowie, luty 1923).

Dzień beatyfikacji

W dniu 29 kwietnia 1923 r. papież Pius XI beatyfikował w Rzymie s. Teresę od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza. Sługa Boży o. Anzelm, pomimo zaproszenia przez o. Generała Zakonu, nie mógł pojechać do Rzymu z powodu pilnych obowiązków prowincjała. Natomiast tego samego dnia wieczorem dał upust entuzjazmowi, który napełniał jego duszę i w krakowskim kościele karmelitów wygłosił płomienne kazanie, w którym życie i misję Teresy postawił za wzór świętości dla wiernych (treść kazania - w następnej części).

Gdy wkrótce Sługa Boży odwiedził w Sosnowcu założonego przez siebie Siostry karmelitanki, nadał im jako patronkę błogosławioną Teresę od Dzieciątka Jezus (Kronika, s. 35). W kolejnych miesiącach, razem ze współbraćmi, organizował w kościołach karmelitańskich tridua ku czci umiłowanej przez wszystkich nowej Błogosławionej. Ówczesna Polska potrzebowała takiej orędowniczki w niebie. Dlatego Sługa Boży śmiało wzywał jej wstawiennictwa, które i dziś jest nam bardzo potrzebne:

„O zuchwała Tereniu! Wybacz, że Cię tak nazwę, ale Ty mi przebaczysz boś Ty Siostra moja.... Tyś tak bardzo kochała Kościół święty, więcej niż matkę swoją.... Ach! Módl się dziś za ten Kościół, […]; módl się za Karmel, boś Ty zawsze w nim była i zawsze będziesz. Módl się za nas, kapłanów, wielu nam urąga, lecz mało kto za nas się modli; módl się, byśmy godnie brali do ręki ten kluczyk; i za Ukrainę i za Berdyczów, za kapłanów, którzy są pod bolszewikami; wiesz za co oni cierpią tak okropnie... za to, że nie chcą oddać tego kluczyka i naczyń świętych”.

                                                                                                      c.d.n.
opracowała s. Konrada Z. Dubel, cscij

 

Corocznie, w dniu 15 października cała rodzina karmelitańska obchodzi uroczystość Reformatorki Zakonu i Doktora Kościoła św. Teresy od Jezusa. Również w tym szczególnym dniu siostry karmelitanki Dzieciątka Jezus obchodzą rocznicę śmierci swojego Ojca Założyciela Sługi Bożego Anzelma Gądka OCD, który odszedł do wieczności 15 X 1969 r.

W bieżącym roku 2022 w łódzkiej wspólnocie Zgromadzenia przy ul. Złocieniowej 38, obchody 53. rocznicy śmierci Ojca Założyciela rozpoczęto Mszą świętą o łaskę jego beatyfikacji, sprawowaną w zakonnej kaplicy o godz. 7.00 przez o. Piotra Bajorka OCD. Następnie siostry uczciły rocznicę śmierci Ojca Założyciela krótkim wspomnieniem i znaną pieśnią: Szczęśliwy Czcigodny Nasz Ojcze...

Po południu wysłuchały archiwalną konferencję Ojca Założyciela, wygłoszoną do przełożonych Zgromadzenia w Sosnowcu w 1968 r. oraz obejrzały prezentację Refleksje w jesieni życia..., przygotowaną przez siostrę wicepostulator. Siostry z uwagą i refleksją wysłuchały nauki Ojca Założyciela, który nie przestaje do nas mówić przez swoje pisma i świadectwo życia. Zarówno konferencja, jak i prezentacja są dostępne na blogu www.anzelgadek.pl i wiele naszych wspólnot skorzystało z tych materiałów.

Wieczorem, o godz. 18.00 w kościele ojców karmelitów przy ul. Liściastej 9, pod przewodnictwem o. Ernesta Zielonki OCD, przeora i proboszcza parafii, została odprawiona Msza św. dziękczynna za dar życia Sługi Bożego oraz o łaskę jego beatyfikacji. Przed Mszą św. modlono się w kruchcie kościoła przy sarkofagu o. Anzelma, polecając jego wstawiennictwu wszystkich proszących o modlitwę o łaski za jego przyczyną.

W obchodach rocznicowych wzięły udział siostry z pobliskich wspólnot, na czele z obecną m. Błażeją Stefańską, przełożoną generalną, a także liczni wierni.

W wygłoszonym kazaniu O. Ernest poruszył ewangeliczny temat wiary, o którą powinniśmy nieustannie prosić Boga, do czego inspiruje nas w swoim nauczaniu także o. Anzelm. Sługa Boży zachęca do pokornej i wytrwałej modlitwy, do pogłębiania naszej wiary „która życie życiem czyni, podnosi, uszlachetnia, zapewnia mu byt i szczęśliwość wieczną.”

Wspólnotowe przeżywanie rocznic Założycieli Zgromadzenia daje siostrom okazję do wzajemnego umacniania się w powołaniu i charyzmacie, czerpania z dziedzictwa duchowego Zakonu i swojego Zgromadzenia. Niech Sługa Boży o. Anzelm wyprasza nam u Dzieciątka Jezus łaskę wiary, która „ożywia miłość i przemienia ją w świętość życia” (DMD XIV,7).

s. Imelda Kwiatkowska


Kazanie o. przeora Ernesta Zielonki OCD wygłoszone podczas Mszy świętej o łaskę beatyfikacji Sługi Bożego Anzelma Gądka,  w 53. rocznicę jego śmierci. Łódź, 15 X 2022 r.

„Jezus powiedział swoim uczniom przypowieść, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18, 1. 8)

Nieustanna, wytrwała modlitwa i wiara, która wszystko przetrzyma, która się nie obraża, gdy sędzia na początku mówi „nie”, która daje moc, aby ciągle pukać. 53 lata temu do bram wieczności zapukał o. Anzelm. Jest to dla nas, karmelitów, dzień szczególny, gdyż oddajemy w nim cześć św. Teresie od Jezusa, kobiecie wielkiego ducha, a przede wszystkim głębokiej wiary. Taki też był o. Anzelm.

Zanim przejdziemy do jego rozważań o wierze, wspomnę krótkie świadectwo brata Adama Ryszki OCD (1927-2002), który przez wiele lat był w naszym łódzkim klasztorze kucharzem i znał o. Anzelma z jego ostatnich lat pobytu tutaj w Łodzi. Gdy kiedyś zapytałem br. Adama o o. Anzelma, czy był on święty, jak to z nim było?

Br. Adam odpowiedział, że dla niego o. Anzelm był święty! Nie wiedział czy wcześniej był, ale pod koniec życia na pewno był święty. Trzeba dopowiedzieć w tym miejscu, że br. Adam był z pochodzenia Ślązakiem, więc nie „owijał w bawełnę”, ale szczerze mówił to, co myślał. Gdy więc zapytałem, po czym poznał tę świętość o. Anzelma, odpowiedział, „bo on z taką pokorą i prostotą przychodził do kuchni, by poprosić o coś do zjedzenia, gdyż miał swoje lata i nie wszystko mógł jeść…”. Natomiast cała reszta mądrych dzieł, które zdziałał o. Anzelm nie interesowały br. Adama.

Dla Sługi Bożego pokora i wiara były bardzo istotne. W jednym ze swoich pism zadaje sobie pytanie: „Co nam daje wiara? Życie wieczne! Jakże porywające i olśniewające są jej prawdy! Jakże uszlachetnia wiara nasz rozum i kształci go nie zwodniczymi wymysłami rozumu, lecz pewnością Boskiej wiedzy! Jakże wysoka ta wiedza, przewyższająca wszystko, co najinteligentniejsze umysły zdobyły, wyższa ponad pojęcia wszystkich duchów anielskich. Małe dziecko przez swoją wiarę więcej rozumie, niż najmędrszy filozof ze swoim naturalnym pojęciem! Dla nauki, dla sztuki, dla techniki, która z nauki płynie, ludzie tego świata tracą siły, zdrowie, majątek, a nawet sam rozum, by błądzić w mgławicy swych teorii i dociekań; dla prawdy zaś, którą Bóg podaje, która życie życiem czyni, podnosi, uszlachetnia, zapewnia mu byt i szczęśliwość wieczną, są i pozostają, jak kłody nieczułe” (DMD XIV, 3).

Pytanie bardzo aktualne również w dzisiejszych czasach, nie tylko dla ludzi młodych, lecz także dla starszych: po co wierzyć? Co mi daje wiara? Co to zmienia?

Ojciec Anzelm daje nam bardzo prostą odpowiedź: wiara „która życie życiem czyni, podnosi, uszlachetnia, zapewnia mu byt i szczęśliwość wieczną”. Myślę, że o. Anzelm bardzo by się „dogadał” z Janem Pawłem II, szczególnie w kontekście jego encykliki „Fides et ratio”. Dla Papieża był to temat wyjątkowo ważny i bliski, iż wiara i wiedza nie stoją w sprzeczności. To właśnie obecnie próbuje się je przeciwstawić na wszelkie możliwe sposoby, a nam, chrześcijanom, usiłuje się wmówić, że jako wierzący jesteśmy ludźmi trochę „ułomnymi”. Ojciec Anzelm w tym krótkim fragmencie pokazuje, że tak nie jest, ale że to właśnie wiara „życie życiem czyni”.

Benedykt XVI natomiast, pytany, dlaczego chrzcić dzieci, czy jest to godziwe, odpowiedział: tak, aby życie uczynić dobrym. Ale to właśnie wiara czyni życie dobrym.

Ojciec Anzelm, gdy pisze, aby „zawsze mieć wejrzenie na Ojca, zawsze podnosić myśl do Boga, zawsze słuchając głosu Ojca, nawiązywać z Nim miłosną rozmowę o tym, co się od Niego słyszy”, rozumie modlitwę podobnie jak św. Matka Teresa.

Czasami zastanawiamy się, jak można stale się modlić, czy nieustannie trwać w skupieniu, i popełniamy odwieczny błąd myśląc, że chodzi tu o „głowę”, o napięcie umysłu, podczas gdy, na co dzień, naszym umysłem, co najwyżej pół minuty – jak jest dobrze - dajemy radę się modlić, lecz stale modlić się umysłem - nie łudźmy się - tego to nawet św. Matka Teresa nie potrafiła. Mówiąc, zatem o modlitwie, ciągle myślimy o skupieniu intelektualnym, podczas gdy św. Teresa miała na myśli skupienie, które nazwałbym interpersonalnym. Tak, to również przedstawia o. Anzelm, pisząc: „mieć wejrzenie na Ojca”. Jest to jakby echo słów św. Matki: „Ty patrz na Tego, który na ciebie patrzy”. Powtórzył to również dwa wieki później prosty chłop z Ars, którego św. Jan Vianney, zainteresowany jego wpatrywaniem się w Najśw. Sakrament, zapytał, co tu robi: „Ja patrzę na Niego a On patrzy na mnie”.

Święta Teresa, gdy uczy o modlitwie, zachęca także, aby poszukać sobie towarzystwa, a jakie może być lepsze towarzystwo od towarzystwa Jezusa? Radzi więc siostrom, aby patrzyły na Niego i pozwoliły, by On patrzył na nie. Czyli, trzeba mieć zawsze to wejrzenie na Ojca, podnosić myśl, ale również ciągle słuchać głosu Ojca. Właśnie chodzi o to, by słuchać. My zatem na modlitwie ciągle musimy uczyć się milczenia.

Nie wiem, kto nam to wbił do głowy, że na modlitwie, to musimy „zagadać na śmierć” Pana Boga. Nie ma jednak takiej potrzeby. Lepiej, żeby to Pan Bóg nas „zagadał na śmierć”. On ma nam naprawdę więcej do powiedzenia, tylko my musimy nauczyć się Go słuchać. Wiemy jednak doskonale o tym, że problem zaczyna się w tym, że drugiego człowieka nie umiemy słuchać, a co dopiero Boga! Uczmy się, więc słuchać drugiego człowieka, a może dojdziemy do umiejętności słuchania głosu Ojca, nawiązując z Nim miłosną rozmowę o tym, co się od Niego słyszy.

Zdaje się nam również czasem, że modlitwa jest jakimś wielkim trudem, czymś uciążliwym, a o. Anzelm – cytując św. Matkę Teresę – mówi, że jest to miłosna rozmowa o tym, co się od Niego słyszy. Potrafimy wszak np. w małżeństwie czule do siebie mówić, a przecież modlitwa jest czymś bardzo podobnym: mówić do Boga z czułością i z czułością Go słuchać

I kończy o. Anzelm: „Nigdy zaś nie ustawać w wołaniu, w proszeniu: Panie przymnóż nam wiary!” (DMD XIV, 6) Jest to u o. Anzelma znak wielkiej pokory i realizmu. Te wszystkie rzeczy o miłości, czułości i patrzeniu, są piękne i wzruszające, ale my – jak to mówiła św. Matka – aniołami nie jesteśmy, tylko ludźmi, więc słabości u nas bardzo wiele, zatem i modlić nam się trzeba z pewnym realizmem, wołając: przymnóż nam wiary, „bo nigdy – podkreśla o. Anzelm - dosyć nie możemy wierzyć i nigdy dosyć kochać uczynkami wiary”.

Przypomina mi się w tym miejscu wypowiedź mojej dawnej parafianki z Rzymu, która twierdziła, że jest bardzo wierząca, a może nawet za bardzo wierząca. Ale o. Anzelm, jak słyszeliśmy, nauczając twierdzi wręcz coś innego, że nigdy nie jesteśmy dosyć wierzącymi. Ciągle, więc musimy się tego uczyć, a tajemnicą nieustannej modlitwy, wytrwałej i mocnej wiary jest pokora i realizm.

Trzeba nam zatem o to Boga prosić, gdyż sami z siebie, to możemy mieć najwyżej dużo pobożnych myśli, ale gdy przyjdzie starość i trzeba z pokorą iść do brata Adama i poprosić o ugotowanie czegoś, to potrzebujemy bardziej niż pobożnych myśli, tej prostej, pokornej wiary. Ojciec Anzelm tak właśnie nauczał, a i z pokorą praktykował w życiu codziennym, w tym naszym łódzkim klasztorze. Amen.

W archiwalnym albumie sióstr karmelitanek Dzieciątka Jezus uwagę przyciąga fotografia o. Anzelma wykonana w Łodzi 18 lipca 1969 r., a więc na niespełna trzy miesiące przed śmiercią o. Założyciela. Na zakończenie kapituły generalnej specjalnej, podczas której – zgodnie z zaleceniem Soboru Watykańskiego II – karmelitanki Dzieciątka Jezus rewidowały swoje Konstytucje, przybył do klasztoru na Złocieniową Ojciec Założyciel. Jako podziękowanie za modlitwy, cierpienia i opiekę nad Zgromadzeniem w tak ważnym wydarzeniu, siostry ofiarowały Ojcu bukiet róż. Jednakże o. Anzelm zaraz rozdał siostrom te kwiaty – po jednej roży każdej.

Kronikarka zanotowała, że wspólne zdjęcie zrobione na zakończenie obrad jest dowodem, jak Ojciec Założyciel wspaniale czuł się tego dnia, był rozradowany, z kwiatami, „młodszy” co najmniej o kilkanaście lat... Cieszył się, że „nie popsułyśmy” Konstytucji.

 

Pożegnanie współbraci kwiatami

15 października 1969 r. - w dniu swojej śmierci, podczas ostatniej rekreacji, Sługa Boży wymownym gestem miłości i radości obdarzył swoich współbraci. Zaświadcza o tym kronika łódzkiego klasztoru Ojców Karmelitów bosych:

Zbliżał się koniec rekreacji. Zbliżyliśmy się ku alejce prowadzącej w stronę klasztoru. Stał tam o. Anzelm i trzymał w rękach trzy kwiatki zerwane z pobliskich krzaków chryzantem. Kiedyśmy się do niego zbliżyli zaczął się z uśmiechem pytać, kto z nas jest najgrubszy. Najgrubszym miedzy nami był o. Władysław [Kluz]. Wskazaliśmy oczywiście na niego. Wyciągnął kwiatek i powiedział: no to masz najmniejszy. Następnym byłem ja, więc dostałem średni, najszczuplejszy był o. Faustyn i dostał największy. Oczywiście kwiaty były prawie jednakowej wielkości, bo były to jedynie same ich korony, trochę się uśmialiśmy i podziękowaliśmy.

Ojciec Anzelm odszedł w stronę klasztoru, a my jeszcze dwa razy przemierzyliśmy aleję, trzymając swoje kwiaty w rękach i bawiąc się nimi. Czy mi przychodziły jakieś myśli do głowy? Chyba nie. Zostało tylko przyjemne wrażenie z tego miłego wydarzenia. Nikt z nas nie wiedział, że to było ostatnie spotkanie z nim i ostatnie żywe spojrzenie na jego twarz, łagodnie uśmiechniętą” (Kronika, s. 657).

Gdy za chwilę, po zakończeniu rekreacji, Sługa Boży o. Anzelm na czas ścisłego milczenia udał się do swej celi zakonnej, by nieco odpocząć – przyszedł po niego Pan…

A może przyszło samo Dzieciątko Jezus, które przez całe życie kochał i z którym rozmawiał w bezsenne noce cierpienia? A może przyszło Ono w towarzystwie św. Matki Teresy od Jezusa, Reformatorki Zakonu? Bo to był jej dzień w Karmelu, na godzinę przed Nieszporami ku jej czci.


Ojciec Anzelm nadal rozdaje kwiaty

Jedna z sióstr stwierdza:

Całe jego życie w Zakonie, to „rozdawanie kwiatów”: dobrego słowa, uśmiechu, rady, zachęty i pouczenia” (s. Assumpta, Wspomnienia).

Dziś również sięgamy po jego słowa, gdy wczytując się w jego pisma, przyjmujemy do serca jego myśli, będące świadectwem miłości, pełne światła i mądrości, przeżytego doświadczenia obecności Pana Boga w swoim życiu. Ciągle nas uczy, wskazuje drogę Bożego dziecięctwa, rzuca je pod nasze stopy, jak światło, jak kwiaty…

Pociechy są i krzyżyki są. Ale pociechy są jak kwiatki i pięknie kwiatom i z kwiatami i w chorobie i na grobie i na ołtarzu. Każdy krzyż i ofiara ma swój „kwiatek”. Patrz z uśmiechem na kwiatki… [wtedy i] krzyż będzie lżejszy”(Do m. Georgii, Czerna, 14 VI 1949).

Kwiatków sypać nie chcę, bo one więdną, życzę natomiast tych skarbów, których woda nie zabierze, ogień nie spali, mól nie zgryzie, które się procentują w tym życiu, a wypłatę z nadwyżką otrzymują w przyszłym” (Do m. Georgii, 18 IV 1959).

Opracowała: s. Konrada

Ze wspomnień o. Efrema od Matki Bożej OCD (Jan Bielecki 1931-2020)

Pierwszy raz spotkałem o. Anzelma, gdy miałem 15 lat. Zaledwie od paru miesięcy byłem związany z Karmelem i Wadowicami poprzez wówczas jeszcze Prywatne Gimnazjum Męskie Karmelitów Bosych. Konkretnie — ze względu na powojenne warunki — do internatu przyjechałem na początku czerwca, czyli pod sam koniec roku szkolnego 1945/1946. Normalny, drugi już rok nauki gimnazjalnej rozpocząłem we wrześniu 1946 r. I wtedy po raz pierwszy zobaczyłem o. Anzelma.

Pierwsze spotkanie ze Sługą Bożym

Był koniec września lub początek października [1946 r]. O. Anzelm po latach wojny mógł pierwszy raz odwiedzić Polskę, jako że przez 22 lata przebywał w Rzymie, piastując tam różne wysokie stanowiska: rektora Kolegium Międzynarodowego, Definitora Generalnego, Wizytatora Apostolskiego itp. Na parę dni przed przyjazdem do Wadowic zapowiedziano nam jego wizytę w internacie. Pewnego dnia zebrano nas w dużej sali i zapowiedziano jego odwiedziny. Gdy byliśmy wszyscy gotowi, przyszedł średniego wzrostu i raczej już starszego wieku Karmelita Bosy w otoczeniu o. Prowincjała Józefa Prusa oraz naszych Wychowawców: o. Waleriana Ryszki, dyrektora Gimnazjum, prefektów: o. Jana Chrzciciela Kołaczka i o. Michała Machejka oraz paru ojców z sąsiedniego naszego klasztoru. Ojciec Józef przedstawił nam go jako Definitora Generalnego Zakonu, choć my nie zdawaliśmy sobie sprawy z godności, jaką piastował. Wiedzieliśmy tylko jedno: jest to ktoś bardzo ważny. Z tą «ważnością» kontrastował jego zewnętrzny wygląd i sposób zachowania.

Pomimo swoich 62 lat wyglądał jeszcze stosunkowo młodo. Gdyby nie duża łysina, przykryta piuską, nikt by mu tych lat nie dał. Uderzyła nas wtedy regularność rysów jego twarzy, schludność w ubiorze, swoboda i prostota w zachowaniu. Wcale nie zachowywał się, jak zwykli to czynić ludzie «wielcy». Pamiętam, że pod koniec naszego spotkania rozdał nam po pięknym obrazku św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Przez długie lata strzegłem tego obrazka jako cennej pamiątki [...].

Dedykacja dla harcerzy

Za to pamiętam tekst, jaki wpisał do Księgi Pamiątkowej naszej drużyny harcerskiej. Były to słowa ze Mszy św. o św. Teresie od Dziec. Jezus, zaczerpnięte z księgi Eklezjastyka: «Florete flores quasi lilium et date odorem et frondete in gratiam» [Kwitnijcie kwiaty, jako lilia a dawajcie wonność i wypuszczajcie wdzięczne latorośle] (Eccli 39, 19). Słowa te zapamiętałem, a nawet nauczyłem się ich na pamięć, jako że byłem wtedy bibliotekarzem biblioteczki harcerskiej i pod moją opieką była Księga Pamiątkowa. Zaraz też poprosiłem któregoś z ojców, by mi te słowa przetłumaczył na język polski. Bardzo mi się spodobały. Ilekroć później, gdy byłem już klerykiem, śpiewaliśmy Mszę św. gregoriańską o św. Teresie od Dzieciątka Jezus, przypominały mi się te piękne słowa.

Gdy pożegnał się z nami i odszedł do sąsiadującego z internatem naszego klasztoru, wielu z nas pomyślało, że też prawdziwa wielkość może być tak bardzo prosta i skromna” (AZ, Wspomnienia).