Przeskocz do treści

Obchody 47. rocznicy śmierci Sługi Bożego o. Anzelma Gądka OCD

Rodzimy się, by żyć na tym świecie,
i aby żyć w niebie;
rodzimy się, aby umrzeć,
rodzimy się również, aby żyć wiecznie?

Sł. B. o. Anzelm Gądek OCD

15 października 2016 r., w uroczystość św. Teresy od Jezusa, doktora Kościoła i reformatorki zakonu karmelitańskiego, obchodziliśmy 47. rocznicę śmierci Naszego O. Założyciela Sługi Bożego
o. Anzelma Gądka OCD.

W łódzkim kościele karmelitów bosych przy ul. Liściastej, gdzie znajduje się grób Sługi Bożego, Mszę św. o jego beatyfikację koncelebrowali o. przeor Piotr Bajorek OCD, o. Szymon Plewa OCD oraz o. Jacek Olszewski OCD. We Mszy św. wzięły udział siostry z trzech naszych łódzkich wspólnot oraz z Ksawerowa, a także parafianie.

W homilii o. Szymon podkreślił aspekt powołania wszystkich do świętości: ?Święci wołają o świętość ? my wszyscy zebrani dzisiaj tutaj, jesteśmy dlatego, że chcemy zapytać o. Anzelma, jak zdobywa się świętość? Ten wierny syn Matki Teresy, reformatorki Karmelu, który uczył się w jej szkole zdobywać świętość, rodzi się dla nieba w dniu, w którym Kościół oddaje cześć Wielkiej Teresie, ukoronowanej tytułem doktora Kościoła i nauczyciela modlitwy. O. Anzelm to człowiek, którego życie należało do Boga, on pozwolił Bogu siebie kształtować przez Jego słowo i przez sakramenty.?

Przed Mszą św., jak każdego 15. dnia miesiąca, odczytywane były prośby i podziękowania za łaski otrzymane przez przyczynę o. Anzelma oraz krótka modlitwa.

Także w rodzinnej parafii o. Anzelma, w Niegowici, duszpasterze oraz siostry karmelitanki Dzieciątka Jezus, które od ośmiu lat pracują w tej ?papieskiej parafii?, modlili się wraz z rodakami Sługi Bożego o jego wyniesienie na ołtarze. O godz. 7. ks. prałat Paweł Sukiennik odprawił w tej intencji Mszę św. We wspólnej modlitwie i świętowaniu wzięły także udział s. prow. Arnolda Dulak z delegacją sióstr z Balic.

Podobnie w Rzymie, w bazylice św. Pankracego, gdzie posługują polscy Ojcowie karmelici bosi z prowincji warszawskiej, o godz. 18. została odprawiona Msza św. o łaskę beatyfikacji o. Anzelma od św. Andrzeja Corsini, ich współbrata.

Łódzka wspólnota, przy ul. Złocieniowej, uczciła ten szczególny dzień już od samego rana, poprzez okolicznościowy wiersz i pieśń. S. Brygida Engelhardt podzieliła się z nami swoim osobistym doświadczeniem przeżycia dnia śmierci i pogrzebu Naszego O. Założyciela. Przytoczę tutaj fragment jej świadectwa: ?Był 15 październik 1969 r., wieczorem byłyśmy wszystkie w kaplicy w Sosnowcu, było nabożeństwo różańcowe. Nagle przełożona m. Monika Jegierska przychodzi do chóru i zamyka okienko, przez które uczestniczyłyśmy w nabożeństwie odprawianym w kaplicy. My wszystkie zdziwiłyśmy się, czemu zamyka okienko, co robi ? przecież jest nabożeństwo? M. Monika odwróciła się do nas i powiedziała: Nasz Ojciec nie żyje.

Wtedy był jeden wielki szloch, już nie płacz, ale jeden wielki szloch, ogromnie boleśnie przeżyłyśmy wiadomość o śmieci Naszego Ojca ? wyrazem czego był niepowstrzymany wielki szloch sióstr, nie dało się wtedy otworzyć okienka.

Potem jechałyśmy na pogrzeb autokarem z Sosnowca. Nasz Ojciec leżał w bocznej kaplicy jak się wchodzi, naprzeciw obecnego sarkofagu, w trumnie. Otoczyłyśmy trumnę, modliłyśmy się na zmianę. Wymieniałyśmy się, tak, aby każda mogła być blisko Naszego Ojca, na pożegnanie Naszego Ojca ucałowałyśmy jego rękę. Długo żeśmy się modliły. Potem na cmentarz. Był wielki, wielki pochód na cmentarz. Długo byłyśmy przy grobie Naszego Ojca: modliłyśmy się, stałyśmy długo, długo? Łzy cisnęły się do oczu. Wracałyśmy dopiero wieczorem, było ciemno. Była taka mgła, że nie widać było nawet brzegów chodnika. To było wielkie, wielkie przeżycie.

(?) Nasz Ojciec tydzień przed swoją śmiercią napisał do mnie. Wtedy św. Brygidy było 8 października, list jest z 7 października. Takimi malutkimi literkami było napisane ? Nasz Ojciec miał już niewyraźne pismo, bardzo niewyraźne, ledwo można było odczytać. Tu mam przepisane większymi literami to samo. Przeczytam:

? Łódź, 7/X 1969. Drogie Dziecko, choć parę słówek przesyłam ci na twoje imieniny: byś była święta, zdrowa, Radosna święta, by Dzieciątko Jezus miało radość ? zdrową, byś mogła pracować z chwałą Bożą ? radosną, byś roznosiła wszędzie Radość. Cierpień obecnie nie mam, ale zdrowia nie mam, bo paraliż krępuje moje siły ? świętości nie mam ? więc proś o nią Dzieciątko Jezus ? na Radość się silę, bo ona w pożyciu bardzo potrzebna. Mam obecnie wiele pracy, bo jestem zawalony listami ? Każda chce mieć odpowiedź, a ja nie mam siły, by pisać. Więc ograniczam się do paru zdań, by choć nieco zadowolić piszących.

Dziś Najświętszej Matki Różańcowej. Niech ci ta Królowa błogosławi i uświęca przez tajemnice różańca świętego, bo w nich jest całe życie Pana Jezusa i Jego Matki. Błogosławię ci i pozdrawiam. Uświęcaj się codziennie tajemnicami życia Jezusowego i jego Matki. Pozdrawiam i błogosławię ? fr. Anzelm karmelita bosy?

Po południu do wspólnego świętowania dołączyły siostry z Łodzi II i III. Po odśpiewaniu jednej z ulubionych pieśni Naszego O. Założyciela Jesu dulcis memoria? obejrzałyśmy prezentację ?Wszystkim życzę świętości?, w której wysłuchałyśmy fragmentów przemówienia N. O. Założyciela z 1962 r., wygłoszonego z okazji jego jubileuszu 60-lecia profesji zakonnej, oraz wspomnień kilku sióstr karmelitanek Dzieciątka Jezus o Ojcu Założycielu, zobaczyłyśmy również archiwalne fotografie przedstawiające spotkania sióstr z O. Założycielem. Po prezentacji odśpiewałyśmy pieśń Testament Ojca Założyciela.

Po wysłuchaniu i obejrzeniu prezentacji s. Ernesta Perużyńska podzieliła się kilkoma swoimi refleksjami. Oto fragmenty jej wypowiedzi: ?Teraz, kiedy słuchałam homilii Naszego Ojca z jego jubileuszu, to właśnie te trzy momenty, o co prosi: o miłosierdzie Boże, ubóstwo zakonne, towarzystwo braci, nasunęły mi, to co zapamiętałam z opowiadań s. Teofili, jakie było niejako pożegnanie ostatnie Braci przez Naszego Ojca.

Przepiękny był dzień 15 października, śliczne słońce jesienne, opadające liście jesienne tworzyły niby dywan szeleszczący pod nogami. Po obiedzie, w czasie rekreacji Ojcowie wyszli na ogród, i tam Nasz Ojciec zrywając kwiatki, każdemu wręczył po jednym. Na koniec zerwał takiego największego i wręczył o. Władysławowi Kluzowi, który był trochę pulchniejszy, i mówi: ?a ten największy, to dla tego najgrubszego?. Bardzo mi to utkwiło w pamięci i zamyśliło ? to towarzystwo braci ? jak bardzo Nasz Ojciec go cenił i jak bardzo Nasz Ojciec starał się wszczepić nam to ? towarzystwo sióstr, wspólnotę, wspólne przebywanie, wspólną modlitwę.

(?) Nasz Ojciec był, tak jak siostry opowiadały, bardzo pogodny, a bardzo wiele swoich cierpień pokrywał uśmiechem, tak, że rzeczywiście można było nie przypuszczać, że cierpiał. Kiedy pisał do mnie ostatni list, był to 10 październik tamtego roku, i list ten dostałam już na drugi dzień po śmierci. Nasz Ojciec zmarł we środę, ja ten list dostałam w czwartek. Jak ten list trzymałam w rękach (?) pomyślałam: Boże, z zaświatów mi napisał, gdyż tak mocno byłam już przesiąknięta tą świadomością, że nie żyje, że nie mogłam sobie skojarzyć, że przecież mógł napisać wcześniej. Dostałam go po śmierci, więc mi się wydawało, że z zaświatów do mnie napisał. W tym właśnie ostatnim liście pisze m. in.: ?życzę ci, byś była zdrowa i duchowo i fizycznie, a jeśli masz chorować, to choruj na wesoło?.? To było właśnie pragnienie Naszego Ojca wobec nas ? RADOŚCI w nas, tętniącej RADOŚCI.

s. Imelda Kwiatkowska CSCIJ