Przeskocz do treści

Blog

15. dnia każdego miesiąca modlimy się o beatyfikację sł. B. Anzelma Gądka, Założyciela Zgromadzenia. Msza święta sprawowana jest o godz. 6.30 w kaplicy naszego domu zakonnego przy ul. Złocieniowej 38, oraz o godz. 18.00 w kościele Karmelitów Bosych przy ul. Liściastej 9 w Łodzi. Przed Mszą świętą odczytujemy prośby i podziękowania przysyłane do Postulacji Sługi Bożego, w tych intencjach modlimy się przy jego grobie, oraz polecamy je przez przyczynę o. Anzelma w codziennej nowennie.

Również Msza święta o łaskę beatyfikacji Sługi Bożego jest sprawowana 15. dnia każdego miesiąca w Domu Prowincjalnym w Baliach, o godz. 7.00 i w Domu Macierzystym w Sosnowcu, o godz. 6.15.
O łaskę beatyfikacji swojego rodaka o. Anzelma, modlą się także wierni w rodzinnej parafii Niegowić ? przed Mszą świętą odczytywane są prośby zanoszone przez wstawiennictwo Sługi Bożego.

Zapraszamy wszystkich do uczestniczenia w tych modlitwach.

1 VII
Oto, co czynić mamy: chwalić Boga i starać się, by ze wszystkich sił naszych był kochany.
2 VII
Każdy akt, który nie miałby na celu chwały Bożej, nie ma wartości.
3 VII
Dusza w stanie łaski jest niebem dla Boga.
4 VII
Słowa Pana Jezusa są słowami życia dla tych, którzy je przyjmują.
5 VII
Mieć Matkę Jezusową, Matkę Syna Bożego, jako pośredniczkę, znaczy otrzymać wszystko, czego potrzebujemy od Boga.
6 VII
Gdzie jest miłość, tam jest oddanie się całkowite Bogu.
7 VII
Bóg cię miłuje, Maryja, Matka twoja i aniołowie otaczają cię – raduj się, dziękuj, miłuj, gdyż wcześniej zostałeś ukochany miłością wieczną (por. Iz 45, 8).
8 VII
Matka Najświętsza odziała szkaplerzem swoich braci, aby w tej szacie mieli znak Jej miłości, a przez Nią znak miłości Jezusa.
9 VII
Wartość, która jest w nas leży w całkowitym darze z siebie.
10 VII
Szkaplerz to symbol modlitwy, a modlitwa to podniesienie myśli i serca, to łączenie się z Maryją.
11 VII
Świętość polega nie na wielkości uczynków, lecz na wielkości miłości w najdrobniejszych rzeczach.
12 VII
Kochaj nie uczuciem, tylko wykonaniem, nie tyle by brać, ale by dawać – czyli żyć ofiarą ze siebie.
13 VII
Kto Ciebie kocha Maryjo, trwa w miłości; którzy miłują Ciebie znajdą życie – Jezusa Chrystusa.
14 VII
Obecnością i miłością Bożą zapełniaj każdą chwilę, i każdą pracę czyń modlitwą.
15 VII
Maryja przez szkaplerz ratuje dusze i ciało, ratuje w cierpieniach, w pokusach, niebezpieczeństwach, w grzechach, smutkach i rozpaczy.
16 VII
Dajemy Maryi tytuł: Decor Carmeli – Ozdoba Karmelu, przede wszystkim dlatego, że w Karmelu zakorzeniło się życie Eliasza i proroków, i tych wszystkich, którzy podziwiając życie Niepokalanej Dziewicy, całkowicie poświęcili się Jej czci w modlitwie, umartwieniu, i w czystości życia.
17 VII
Dajcie się objąć Panu Bogu i same tak obejmijcie Pana Boga myślą, wolą i całym sercem, a będziecie doskonałe.
18 VII
Dusza kochająca nie tylko daje to, co ma, lecz daje to, czym jest.
19 VII
Całkowita ofiara z siebie, to jest reguła do kontemplacji, bo kontemplacja to nic innego jak proste wejrzenie i objęcie Boga.
20 VII
Trzeba patrzeć na Dzieciątko Jezus, a nie na Jego dary, bo przecież większy jest Dawca niż dar.
21 VII
Pamiętajcie, że pokora to prawda naszej maleńkości.
22 VII
Bierzcie rzeczy takie, jakimi one są, jakie i kiedy przychodzą – boli to boli.
23 VII
Gdy jesteśmy pełni życia Bożego, wtedy Bóg promienieje na zewnątrz.
24 VII
Oddawaj Bogu „ofiarę chwały” w tym małym twoim przybytku – w duszy twojej, a utrapienie zamieni się w większe złączenie z Panem Jezusem.
25 VII
Doskonałość miłości polega na tym, że Pana Boga cenimy ponad wszystko.
26 VII
Dusza naprawdę kochająca jest gotowa wszystko stracić, niż Boga obrazić.
27 VII
Cierpienie bez bliskości Boga zmienia się w narzekanie i przygnębienie - życzę przeto, by to cierpienie było znakiem, że Pan Jezus myśli o tobie.
28 VII
Sobą się nie smuć, więcej miej ufności niż swojej mocy.
29 VII
Niech radością twoją będzie obecność Boża w duszy.
30 VII
Całość życia zamieniajcie w adorację, bo nie wystarczy patrzeć, ale trzeba jeszcze uwielbiać.
31 VII
Kiedy się czujesz duchowo słaba, idź na rozmowę z Panem Jezusem - On jest najlepszym lekarzem.

Cnoty chrześcijańskie, jak kwiaty, były widoczne w codziennym życiu Sługi Bożego. Osoby z jego najbliższego otoczenia wspominają znamienne szczegóły, które mówią więcej, niż może płomienne słowo kaznodziei. Trwał w Bogu, a Bóg trwał w nim. Szukał najpierw i przede wszystkim chwały Bożej i dobra dusz. Oto niektóre świadectwa:

Jeżeli chodzi o cnoty główne, inaczej teologalne i te które są im pokrewne, trzeba je widzieć w życiu Ojca Anzelma w kontekście jego zwykłej codziennej wierności oraz w wypełnianiu tego wszystkiego, co nakładało jego życie zakonne i kapłańskie. Jednocześnie należy odnosić się do sytuacji, kiedy wykonywał zadanie przełożonego, którym był prawie całe swoje życie. Należy podkreślić jego oddanie modlitwie myślnej przepisanej przez konstytucje, Liturgii Godzin i jakiejkolwiek modlitwie liturgicznej.

Był bardzo wymagający i dokładny we wszystkim, co odnosi się do kultu Bożego. Mam tu na myśli czystość miejsc kultu, paramentów liturgicznych, artystycznego wystroju ołtarzy, zwłaszcza podczas świąt. Nigdy nie brakowało kwiatów, chociaż musieliśmy je kupować. Zawsze był dokładny i miał dobry gust, jeżeli chodzi o kupowanie dekoracji do czynności liturgicznych, zwłaszcza przy wielkich uroczystościach” (Victor Antonio Tirado Ramos OCD, Krótkie wspomnienia).

Okiem nowicjuszek i kleryków

Na pytanie o Naszego Ojca, jako kapłana przy ołtarzu, niech rzuci małe światło taki szczegół. Było to w okresie Zesłania Ducha świętego. Będąc zakrystianką w Sosnowcu (chyba nowicjuszką), ubrałam ołtarz pięknymi, czerwonymi tulipanami, widząc w nich symbol ogni Ducha Świętego i ciesząc się, że Nasz Ojciec też to zauważy. Gdy po Mszy świętej spytałam, czy zauważył dziś te piękne, tak symboliczne kwiaty - odpowiedział po pewnym namyśle, jakby chcąc sobie przypomnieć ten szczegół: „Nic nie widziałem”. Zawstydziłam się trochę tego pytania o tak błahe szczegóły, poznając z tej odpowiedzi, jak uwaga Naszego Ojca była pochłonięta tym, co niewidzialne i najświętsze na ołtarzu” (s. Wincencja, karmelitanka Dzieciatka Jezus).

„Pamiętam, jak byłam nowicjuszką [w Rzymie] i miałam powierzoną kaplicę i ubieranie ołtarza. Ojciec Anzelm zauważył, że kwiaty były nieświeże. Po Mszy św. ostro mi powiedział: „To takie kwiaty stawiasz Panu Jezusowi?! Gdybyś była karmelitanką, to kazałbym ci za pokutę pół godziny klęczeć. Zrozumiałam na zawsze tę naukę”
(s. Jolanta, urszulanka).

Symbol miłości i jedności

Sługa Boży o. Anzelm od św. Andrzeja Corsini, jako rektor międzynarodowego Kolegium w Rzymie, w latach 1926-1945, żył w centrum tej wielojęzycznej wspólnoty, by jednoczyć braci w duchową rodzinę. Uważał, że osoby, które zgromadziła miłość Chrystusa, jednoczy Boży Duch. Starał się wprowadzać we wspólnotę atmosferę radości i ducha rodzinnego.

„Na zakończenie posiedzenia akademickiego na cześć o. Anzelma z okazji jubileuszu 25-lecia jego święceń kapłańskich (1932), ówczesny wicerektor o. Gabriel od św. Marii Magdaleny, porównał członków międzynarodowego Kolegium do różnorodnych kwiatów. W słowie podziękowania, o. Anzelm nazwał więc siebie pokornie tylko „wstążką”, która łączy razem te wszystkie kwiaty w jeden bukiet - do złożenia w ofierze Panu” (Nilo Geagea OCD, Wspomnienia).

Symbol cnót i ślubów zakonnych

Podobna scena miała miejsce w sierpniu 1962 r., gdy o. Anzelm obchodził swój jubileusz 60-lecia profesji zakonnej. Z tej okazji siostry karmelitanki w Sosnowcu urządziły Ojcu Założycielowi uroczystą akademię, ofiarując mu wraz z życzeniami bukiet złożony z 60 róż. Sługa Boży wzruszony tym gestem, wygłosił spontanicznie przemówienie. Oto fragment:

„Kiedy się patrzę, w tej sali naokoło, to najwięcej widzę kwiatów... Kwiaty są symbolem wesela, a także symbolem cnót. Dlatego też bukiet złożony z pięknych róż, które mi ofiarowałyście, jako znak i symbol tej radości jubileuszu, ja wam zwrócę.

Na uroczystość św. Teresy od Dzieciątka Jezus śpiewa Kościół antyfonę: Florete flores - Kwitnijcie, kwiatki, et date odorem - rośnijcie łaską Bożą. Więc te kwiaty, symbol waszego życia zakonnego, a równocześnie radości w trzech ślubach zakonnych: posłuszeństwa - z pokorą, czystości - z pełnością ducha wewnętrznego i ubóstwa - oddzielonego od siebie, ja ofiaruję Matce Generalnej i wszystkim jej zastępczyniom pod warunkiem, żeby mocno ten bukiet związały, bo moje ręce są stare i ja już nie mogę tak mocno wiązać, dlatego trzeba ten bukiet powierzyć w ręce mocniejsze.

A wiecie, co ten bukiet trzyma? Bo róże są rozproszone - a tu jest wiązanie… Więc i „bukiet” życia zakonnego trzeba związać mocno potrójnym węzłem: posłuszeństwem, czystością i ubóstwem, wtedy ten „bukiet” zawsze będzie świeży i zawsze będzie się trzymał pięknie, nie uschnie, ale zawsze będzie się rozwijał” (Sosnowiec, 22 VIII 1962).

c.d.n.

Aby zrozumieć mowy Ojca Anzelma o kwiatach, trzeba posłuchać jego prostego wykładu o poznawaniu Pana Boga z Jego dzieła stworzenia

Patrzeć oczami Pana Boga

„Poznanie naturalne istnienia Pana Boga, Jego dobroci i sprawiedliwości z rzeczy stworzonych jest poznaniem według naszego rozumu. Kiedy patrzę na kwiatek, to według rozumu patrzę na jego istotę, jakość, zapach i powiadam: piękny kwiatek – i czasem go nawet zerwę. Jest to poznanie naturalne. W jaki sposób zaś Pan Bóg patrzy na ten kwiatek? On patrzy na ten kwiatek przez Siebie, raczej widzi Siebie w tym kwiatku, swoje dzieło czyli skutek swojej Boskości, więc On widzi raczej Siebie samego. Stąd też nasze poznanie przez wiarę jakiegokolwiek stworzenia, czy to będzie kwiatek, czy ptaszek czy też człowiek i jego dusza, a zwłaszcza my sami – musi być patrzeniem w sposób nadprzyrodzony, tak jak Pan Bóg patrzy na wszystko i jak patrzy na nas, czyli musimy przez wiarę patrzeć na wszystko oczyma Bożymi. I wtedy będziemy widzieć w tym stworzeniu, którym jestem ja – obraz Boży, bo tam jest Bóg. W każdej rzeczy stworzonej jest Bóg, a w naszej duszy szczególniej, bo tam jest łaska, odbicie, obraz Boga” (Konf. II. Sosnowiec, 16 IX 1960).

Wiązanka doskonałości                                                           

W oczach Sługi Bożego o. Anzelma kwiaty były nie tylko odniesieniem do Bożego piękna, ale miały także znaczenie symboliczne. Bukiet różnobarwnych kwiatów wyrażał komplementarność, pełnię i doskonałość Bożego porządku, jakie okiem wiary widział także we wspólnocie zakonnej. Oto ten ciekawy obraz cnót chrześcijańskich, także tych w stopniu heroicznym:

„Drogie Dziecko, miesiąc maj kwitnie w kwiaty – symbole cnót i ich wdzięku dla Boga. Pokora odziewa się w fiołek, posłuszeństwo zdobi się wszystkimi, czystość lilią, ubóstwo stokrotką itd. Proszę sobie z nich wybrać, które będą najlepiej pasować do twarzy czy do sukni Dzieciątka Jezus; każda bowiem Siostra ma swoje upodobania.

Pomnażaj więc swoje wdzięki nie tymi kwiatami, co więdną na wieczór, ale tymi, co pomnażają piękność Bożą w duszy. Są nimi przede wszystkim: pokora, wiara, nadzieja, miłość, i na ich polu, jeśli dobrze uprawiane, rodzą się wszystkie rodzaje cnót, i łączą się w wiązankę doskonałości” (Do s. Bellarminy Trawińskiej, Łódź, 5 V 1965).

Czym słońce dla kwiatów, tym miłość dla cnót.

„Dziś rozpoczniemy wstępować, nie opuszczając drogi oczyszczenia, na drogę oświecenia, żeby do Boga zbliżać się nie stopami, ale cnotami – przez które stajemy się więcej i bliżej Jemu podobnymi. W tej pracy wszystkie cnoty trzeba ćwiczyć, bo jeśli jednej nam braknie, nie będziemy mieć żadnej doskonałej – z drugiej strony, one się tak łączą ze sobą, że gdy jedną mamy w stopniu heroicznym, inne cnoty z nią się wiążą, szczególniej zaś w tych cnotach miłość jest wiązanką, jest słońcem, które roztacza blaski na wszystkie kwiaty, dając im rozmaite kolory. Czym słońce dla kwiatów, tym miłość dla cnót” (O drodze oświecającej).

Kwiat miłości Bożej

Sługa Boży uczył swoje duchowe córki także sztuki wzrastania w cnotach, zwłaszcza w miłości Bożej i miłości bliźniego. Ceną tego wzrostu jest nabywanie umiejętności przyjmowania krzyża, umniejszanie się, zwyciężanie siebie, dawanie siebie:

„Drogie Dziecko, do twoich kwiatków wplataj zawsze miłość, a kiedy w nich uczujesz niedobry zapach miłości własnej – umieszczaj krzyżyk. On zawsze jest zbawienny i przynosi z kwiatów owoce dojrzałych cnót.
Przeczytałem Twój długi list. Widzę z niego, że łaska działa w twej duszy - jest jeszcze nadmiar uczucia w jedną stronę, a ja wolałbym, żeby była miłość bezstronna, taka pełna, Boża, doskonała, bo ta obejmie i drugą stronę, może miłością bez uczucia, ale prawdziwą. W takiej miłości będziesz miała nie tylko kwiatki, ale je sypać będziesz tam, gdzie wyczujesz, że miłość jeszcze jest skrępowana czy uwięziona”
(Do s. Eweliny Wrześniewskiej, Łódź, 12 XI 1964).

I zachęcał do podążania drogą świętości:

„Kwitnijcie kwiaty, dajcie woń miłą i odświeżajcie się w łasce”, serdeczne w modlitwie, wielkie w skupieniu, proste w obcowaniu, heroiczne w umartwieniu, seraficzne w miłości, sumienne w pracy, radosne w wytchnieniu, wyzute ze siebie, żyjące Chrystusem, całe w Bogu i dla Boga” (Do s. Cecylii, Zakopane, 13 X 1950).

c.d.n.

Florete flores…:

Sługa Boży, będąc przez wiele lat wychowawcą, czy to jako magister braci kleryków czy rektor międzynarodowego kolegium w Rzymie, a także jako przełożony, lubił ludzi młodych, porównując ich do kwiatów w ogrodzie Bożym. Widząc u nich entuzjazm serca i radość życia, zachęcał do odważnego realizowania wielkich pragnień i pójścia za Chrystusem, posługując się ulubionymi słowami wyjętymi z Księgi Eklezjastesa, zastosowanymi w łacińskiej antyfonie ku czci św. Teresy od Dzieciątka Jezus: „Słuchajcie, co wam mówi głos mędrca Pańskiego: Jako róża posadzona nad strumieniem wód, owoc czyńcie! Wydajcie z siebie woń miłą jako kadzidło. Wypuszczajcie kwiatki jako lilia i dajcie wonność i wypuszczajcie latorośle pełne wdzięku, a śpiewajcie pieśń chwały i błogosławcie Pana w dziełach Jego!” (por. Eccl wg Wulgaty 39, 19).

Rozwijał tę myśl w listach do braci kleryków, gdy np. dziękował im za imieninowe życzenia i przy tym pouczał o wzniosłym ideale życia karmelitańskiego. Czytamy w jednym z nich:

„Moje życzenia uprzedziły wasze, bo mi się zdaje, że Ojciec więcej myśli o dzieciach, niż dzieci o Ojcu i omadla je codziennie, by były święte, wychowane, wykształcone i radosne. Toteż: „Florete flores, et date odorem et frondete in gratiam”, date odorem w modlitwie, bo ta uświęca, w umartwieniu, bo ono urabia, w wiedzy, bo ta świętość pomnaża i rozdziela; wreszcie w radości, bo bez niej Karmel nie byłby ogrodem kwiatów i owoców, ale wyschniętym stepem” (Warszawa, 17 IV 1960).

Stosował tę dewizę także do sióstr nowicjuszek założonego przez siebie zgromadzenia karmelitanek Dzieciątka Jezus. Dziękując za ich życzenia z okazji rocznicy święceń kapłańskich, pisał:

„Drogie Dzieci, Florete flores…!

Dziękuję za wasze życzenia, modlitwy, ofiary. Łączność wasza z moim kapłaństwem jest mi tym droższa, że wy jesteście kwiatami przy ołtarzu, na którym spełniam ofiarę: ofiarę Jezusową i moją. W jednej i drugiej wy uczestniczycie. Nie tylko uczestniczycie – wy również tak przez chrzest z wody, a również przez chrzest z ognia w świętej profesji, jesteście „rodzajem kapłańskim, królewskim kapłaństwem” (1P 2,9), bo należycie mistycznie do Głowy Jezusa Chrystusa, a jako członki Jego sprawujecie z Nim i Jego ofiarę.

Bądźcie więc – według daru – już to kwiatkiem, lichtarzem, już to tabernakulum, krzyżem, już to hostią ofiarną w pełni współżycia z Jezusem – Florete, frondete in gratiam et date odorem... Ofiara i życie Jezusa – Dzieciątka w prostocie miłości niech będzie źródłem waszej ofiary i świętości.

Błogosławię. fr. Anselmus” (Łódź, 1961).

cdn.