Przeskocz do treści

Blog

Aby osiągnąć doskonałość, dusza na wzór Chrystusa musi przejść z Nim razem całą drogę, wiodącą na szczyt krzyża i miłości. A więc musi się stać dzieckiem łaski i miłosierdzia, nauczyć się pokory i posłuszeństwa łasce i woli Bożej, (...) staczać zwycięską walkę z pokusami i czuwać we dnie i w nocy na modlitwie, (...) by wreszcie przez miłość dusza mogła wejść do Wieczernika na ucztę miłości i ofiary, złączona z kapłańską modlitwą Chrystusa.

Ogrójec po uczcie będzie nader bolesny, by przemienić wolę duszy na całkowitą i pełną wolę Bożą i wprowadzić ją na drogę krzyżową ze wszystkimi udręczeniami ciała i duszy. Tak oczyszczona dusza wstąpi na szczyt Kalwarii, na szczyt miłości i ofiary, aby być jedno z Chrystusem i przez Niego i z Nim jedno z Ojcem w Duchu Świętym. (o. Anzelm, MUR, 195)

Modlitwa wstępna

Panie Jezu Chryste, pragniemy dzisiaj towarzyszyć Ci w dźwiganiu zbawczego krzyża, niech prowadzi nas Twój Sługa, Ojciec Anzelm, który w swoim kapłańskim życiu kontemplował tajemnice Twego świętego dziecięctwa "od żłóbka aż po krzyż" oraz chwalebne Zmartwychwstanie. Wpatrując się w Twoją Ofiarę, Najwyższy Kapłanie, prowadź nasze dusze drogami świętości.

Prosimy Cię, aby przez te rozważania pociągał nas do Ciebie swoją nauką o dziecięctwie Bożym, był przykładem posłuszeństwa woli Twego Ojca, uczył miłości do Twojej Matki i św. Józefa oraz wspierał nas w cierpliwym przyjmowaniu doświadczeń życia i wiernym pełnieniu codziennych obowiązków.


Stacja pierwszaNiesprawiedliwy wyrok

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus przyjął na siebie nasze grzechy

Droga Chrystusa jest tą drogą ciasną i wąską, przez którą każdy musi przejść, jeśli pragnie wejść do Królestwa. Na tej drodze trzeba się wyzuć ze starego człowieka, a odziać się w nowego, według wzoru Chrystusa (por. Ef 4, 22). Na tej to drodze trzeba umrzeć dla grzechu i rzeczy świata, wzgardzić bogactwami i rozkoszami, podbić w niewolę ciało i ujarzmić pożądliwość, ukochać pokorę i służyć bliźnim, umocnić serce w miłości Chrystusa i nieść krzyż jako sztandar mocy Bożej i naszej. (KZ, 413)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, niosący ciężar naszych grzechów, odnów w nas moc swego Ducha.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja druga: Jezus przyjmuje krzyż na swoje ramiona

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał (J 3, 16).

Słowo "tak", ma w tym miłowaniu szczególniejszy akcent: tak szeroko, jak szerokie jest Jego Serce, jak miłość wieczna mogła się jeszcze rozszerzyć dla stworzenia; tak głęboko, jak miłość mogła zstąpić nisko, by podnieść wysoko; tak jak Bóg mógł umiłować, że za duszę człowieka dał duszę Syna. (NS, 23).
A Jezus, jak Baranek wziął krzyż, by za nim szły dusze, które rozumieją głos Oblubieńca; będąc zaś Królem królów i Panem panujących wyniszczył samego siebie, i stał się posłusznym aż do śmierci (por. Flp 2, 8). (KZ, 68)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, dźwigający krzyż, uczyń nas posłusznymi woli Twego Ojca.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja trzecia: Jezus upada po raz pierwszy

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Twoją świat odkupić raczył.

Bóg przywraca nam godność dzieci Bożych

Bóg pozwala na upadki sług swoich i nie daje nam tego nadzwyczajnego przywileju, jakim uposażył swoją Matkę, byśmy nie wpadli w zarozumiałość. Nie chce Bóg nasz, byśmy byli godni potępienia, ale chce byśmy byli pokorni. Upadki mówią o naszej nędzy, ale mówią i o miłosierdziu Bożym. To, co boli i rani Serce Jezusowe, to brak ufności i zaufania. (MUR, 94)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, uczyń nas na nowo Twoimi dziećmi pełnymi ufności i zaufania.

Któryś za nas cierpiał rany,  Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja czwarta: Jezus spotyka swoją Matkę

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Matka pięknej miłości czuwa nad sanktuarium naszego serca

Potrzebujemy serca, które by nas strzegło, rozumiało i oświecało. Któż nas lepiej zrozumie, lepiej pocieszy niż Matka pięknej miłości? (...) Z Nią możemy poufnie rozmawiać o naszych walkach, o naszych poruszeniach serca, o naszej pracy, o naszym apostolstwie. Jej możemy powierzyć sanktuarium naszego serca. Gorąca miłość do tej Matki i dziecięca ufność uchroni nas od wszystkiego złego. Ona nas prowadzić będzie, jak Jezusa i do Jezusa, jak prowadziła Jana i apostołów. (NS, 82)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, dziękujemy Ci za Twoją Matkę, niech uprosi nam serce czyste zdolne do prawdziwej miłości.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja piąta: Pomoc Szymona Cyrenejczyka

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.


 Jezus stał się naszym Bratem

Przez grzech wszyscy jesteśmy grzesznikami, bo ani z nas, ani dla nas nie możemy nic uczynić dla życia, nawet chcieć nie jest w naszej mocy, a tym mniej wykonać. Miłosierdzie Boga znalazło lekarstwo na naszą nędzę. Jezus uczynił się naszym Bratem, naszym towarzyszem, jedynym Nauczycielem i Przyjacielem. Nie możemy inaczej zdobyć naszej doskonałości, osiągnąć naszej szczęśliwości i dać prawdziwej chwały Bogu na wysokości, jak wiernie naśladując na niskości Jezusa Chrystusa i będąc w jedności z Nim. (KZ, 138)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, naucz nas kontemplować Twoje człowieczeństwo i upodabniać się do Ciebie

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja szósta: Święta Weronika ociera Oblicze  PanJezusa

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus pragnie dusz naszych

Przed nami jest Oblicze Pana Jezusa: popatrz na Oblicze Chrystusa Twojego (por. Ps 83, 10). Oblicze skrwawione, oczy zapłakane, krew obficie spływa, usta na wpół uchylone, serce gwałtownie bijące, ręce rozłożone,  wszystko to woła: "Gdy będę podwyższony nad ziemię, wszystko pociągnę do siebie" (J 12, 32). Jest to wołanie cierpienia. Ale jest i inne wołanie, głośne, rzeczywiste: "Sitio - Pragnę" (J 19, 28). (NS, 99)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, wzbudź w naszych sercach pragnienie zbawiania z Tobą dusz.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja siódma: Jezus upada po raz drugi                       

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus przypomina nam, że miłość zakrywa wiele grzechów

Ponieważ największą przeszkodą, by wejść do Królestwa jest grzech, Jezus nakazywał czynić pokutę (por. Mt 4, 17), kazał prosić o odpuszczenie (por. Mt 6, 12), a pokutę naznaczał nie przez kary i chłosty, ale przez miłość, która nie tylko głodnych nasyci, nagich odzieje (por. Mt 25, 33-40), lecz oddziela się od grzechu, od niegodziwości (por. Dz 2, 40) i niesie miłość nawet nieprzyjaciołom (por. Mt 5, 44). To jest największe przykazanie (por. Mt 22, 38). (NS, 101)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, obdarz nas duchem pokuty i miłosierdzia w względem naszych bliźnich.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja ósma: Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.


Jezus uzdrawia nas swoim miłosiernym spojrzeniem

Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem? (J 4, 29). Oto przykład łaskawego spojrzenia Pana. Ten łaskawy, łagodny wzrok Zbawiciela przenika do głębi duszę, porusza ją, czyni on człowieka jakby chorym, ale wzbudza w nim gorące pragnienie lekarza, powstania z grzechu. Takich chwil, w których Jezus spogląda na nas w życiu grzesznika jest wiele. Są to różne okoliczności, przez które działa łaska Boża. (KP, 2)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, spraw, by nasze spojrzenie było pełne miłości i współczucia dla innych.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja dziewiąta: Jezus upada po raz trzeci

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.


Jezus przez swój upadek podnosi nas z grzechu


My również, stając się ofiarą na wzór ofiarującego się Chrystusa, musimy się podnieść, a podniesienie nasze jest na świeczniku krzyża. Podnieść nam się trzeba na krzyżu. Mocą tego krzyża i mocą naszej ofiary, pociągnąć wszystkich do Boga; mocą modlitwy, pracy apostolskiej i mocą cierpienia. (NS, 99-100)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, obdarz nas łaską nieustannego podnoszenia się z naszych upadków.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja dziesiąta: Pan Jezus z szat obnażony

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus, pokorny Baranek, odpuszcza nam grzechy

Między tytułami, jakie dajemy Panu Jezusowi, szczególnie rzewny jest Baranek Boży: "Oto, Baranek Boży, który gładzi grzechy świata" (J 1, 29). Chcąc więc być podobnym do Jezusa, który jak baranek przed strzygącym go, milczał (por. Iz 53, 7), pokorny i cichy, musimy się przyoblec we własności baranka. Żąda od nas tego sam Boski Mistrz, kiedy mówi: "Oto Ja was posyłam, jako owce między wilki" (Łk 10, 3), abyście waszym umartwieniem, cichością i pokorą wilki zwyciężyli. (NS, 34)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, udziel nam ducha umartwienia, ducha pokory i cichości.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja jedenasta: Pan Jezus przybity do Krzyża

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus przebacza tym, którzy Mu źle czynią

Cóż odpowie Syn Boży synom człowieczym krzyżującym Go? (...) Uchylają się Jego usta, głoszą i niosą przebaczenie i miłość, o miłosierdzie Ojca proszą: "Ojcze, odpuść, bo nie wiedzą, co czynią". Cud miłości! Jeden Bóg tak mógł uczynić i uczynił. Któż bowiem w okropnościach śmierci nie myślałby raczej o sobie, aby się uwolnić? A On? On zapomniał o sobie, o swej męce i wzgardzie, i błagał za swoich nieprzyjaciół, by ich z Bogiem pojednać. Nieskończone jest miłosierdzie Boskie, lecz często tak głęboka jest przepaść złości, że nie tylko odrzuca zaproszenie, ale nawet sprzeciwia się wołaniu Boga proszącego. (KZ, 416)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, uzdolnij nas do przebaczenia i miłowania naszych nieprzyjaciół.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja dwunasta: Jezus umiera na Krzyżu

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus Zbawicielem świata

"Wykonało się!"(J 19,30).
Przepowiednie, które zapowiadały misję Zbawiciela, Jego wyniszczenie, zniewagi, mękę i haniebną śmierć na krzyżu "Wykonało się!"
Grzech, który wojnę wydał Bogu, ze swoją złością i karą wieczną skonał "Wykonało się!"
Sprawiedliwość i miłosierdzie, które nie chciały sobie dać dotychczas pocałunku, w ofiarnym ciele Jezusa pocałowały się "Wykonało się!"
Miłość, której ostatnim wyrazem i słowem była ofiara, miłość, która świat odkupiła "Wykonało się!"
Męki i bóle, które miały być wzorem dla bohaterów wiary i ustawicznym wezwaniem do doskonałości w miłości krzyża i Ukrzyżowanego "Wykonało się!"(KZ, 420)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, niech nasze serca napełnione zostaną wdzięcznością za Twoją zbawczą mękę i śmierć.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja trzynasta: Jezus zdjęty z krzyża i oddany Matce

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.
Jezus pozostawia nam swoją Matkę

Serce Syna Bożego i Serce Matki - jedną są myślą, jednym są sercem, jednego pragną i za jedno spełniają ofiarę za zbawienie grzeszników. Czyż mając taką Matkę możemy wątpić o zbawieniu? Jest bowiem Matką, Uzdrowieniem chorych, Ucieczką grzesznych, Pocieszycielką utrapionych, Wspomożycielką Chrystusowych braci! W dziewiczej duszy Jego Matki żywym echem odzywają się słowa Jana Chrzciciela: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata" (J 1, 29). Oto Baranek - cichy, milczący, bez zmazy. (KZ, 415)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, niech Twoja Matka nieustannie towarzyszy nam na naszej drodze wiary.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja czternasta: Jezus złożony do grobu

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,  żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus naszą nadzieją

"Obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie" (Ga 2, 20). A więc: za mnie Wcielenie Jego, za mnie życie, prace i trudy Jego, za mnie krew, męka i śmierć Jego, za mnie pot, bicze, ciernie i wyniszczenie Jego, za mnie łzy i mocne na Krzyżu wołanie. Gdyby nawet nikogo [na świecie] nie było, za mnie to wszystko było! (...) Dlaczego? By stać się dla mnie Bogiem nadziei mojej, bym nie wątpił, ale ufał, bym nie zginął. (MUR, 124)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, spraw, by moja wiara była mocna, nawet w największych doświadczeniach i trudnościach.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Stacja piętnasta: Jezus powstał z grobu

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus przez krzyż wysłużył nam zmartwychwstanie

"Konieczność cierpienia i zmartwychwstania Chrystusa ukazana jest jasno w Piśmie świętym i w przykładzie samego Chrystusa. I taki też jest nasz udział i taki sposób naszego życia: cierpieć i umrzeć, być wskrzeszonymi i powstać z martwych w naszym codziennym życiu. Taka jest prawda i prawo pozostawione nam przez Chrystusa. Kto chce iść za Mną, niech zaprze się samego siebie, weźmie swój krzyż codziennie i niech idzie za Mną (por. Mt 16, 24). I kto chce iść aż do grobu, aż do chwały zmartwychwstania, pierwej niech niesie krzyż, niech cierpi. Krzyż i zmartwychwstanie są nierozdzielne. Od krzyża trzeba zaczynać, bo chwała jest z cierpienia, a z nią pokój przewyższający wszelki zmysł". (KZ, 441)

Osobista rozmowa z Jezusem w milczeniu...

Jezu, prosimy, abyśmy potrafili przyjmować z odwagą krzyż naszej codzienności.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.


Zakończenie:

Na świecie nie ma nic większego nad Jezusa Chrystusa, a w życiu Jezusa nic nie ma większego nad Jego ofiarę na krzyżu, na którym zamierającymi wargami wymawiał słowa: "Wykonało się!" Stąd i w naszym życiu nic nie powinno być tak uroczyste, a równocześnie tak codzienne, jak rozważanie tej wielkości, to jest tej krwawej tajemnicy odkupienia, przez którą odrodziliśmy się do łaski i odzyskaliśmy utracone prawa do życia. Będzie więc rzeczą sprawiedliwą i godną, byśmy coraz więcej i coraz częściej wczuwali się w mękę Pana Naszego Jezusa Chrystusa, szli za Nim krok za krokiem w Jego drodze krzyżowej, a w ten sposób stali się godnymi uczestnikami Jego tryumfalnego zmartwychwstania (KZ, 410). Amen.

Opracowała: s. Imelda od Chrystusa Króla CSCIJ

Stacje Drogi krzyżowej z kaplicy domu prowincjalnego Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus w Łodzi

1 VIII
Bądź dzieckiem Eucharystii – bądź dzieckiem Maryi.
2 VIII
Bądź wielkoduszną i rozpraszaj „chmury” torując sobie drogę do „Słońca”, wielką ufnością w dobroć i piękność Bożą.
3 VIII
Duch modlitwy i kontemplacji jest weselem i podniesieniem, więc oddając się Bogu, czyń to z radością.
4 VIII
Modlitwa, umartwienie i radość miłości – to duch Karmelu; by jednak był stały, budować go trzeba na fundamencie pokory.
5 VIII
Trzeba się zaprzeć samego siebie, ukryć się w milczeniu, w modlitwie pomnażać siły; wspinać się na Tabor, żeby się przemienić; na Kalwarię z krzyżem, żeby na Nim umrzeć; a potem zmartwychwstać i z Góry Oliwnej wstąpić do raju, gdzie wieczna uczta.
6 VIII
Bądź wdzięczna Bogu za wszystko, najwięcej za cierpienie, bo to „relikwia” Krzyża Jezusowego - zwłaszcza, jeśli oczyszcza, oświeca i jednoczy duszę z Panem Jezusem.
7 VIII
Miej zawsze przed oczyma świętość celu, wczuwaj się coraz więcej w ducha dziecięctwa i rośnij ofiarną miłością.
8 VIII  Przemienienie Pańskie
Umocniona darami Ducha Świętego masz szukać Boga w swojej myśli, w woli, w swojej duszy – w niej ma być niebo na ziemi, żeby potem przemienić się w niebo wieczności.
9 VIII
W jedności myśli i woli jest siła, więc nawet z małymi środkami można dokonać wielkich rzeczy.
10 VIII
Świętość buduje dzieła Boże.
11 VIII
Cieszę się, że duchowo odpoczęłaś, bo często pogoda ducha więcej krzepi niż zdrowie.
12 VIII
Życzę ci wesela wewnętrznego, takiego, które rodzi się z ofiary.
13 VIII
Uświęcaj się miłością Matki Najświętszej, z Nią razem przeżywaj tajemnice życia Jezusowego.
14 VIII
Spojrzenie na Dzieciątko Jezus i na Matkę pięknej miłości niech będzie twoją intencją i pobudką działania.
15 VIII Wniebowzięcie NMP
Przy tabernakulum i przy Sercu Matki znajdziesz wszelką radość: z cierpienia, z ofiary, nawet z opuszczenia i pozbawienia pociechy.
16 VIII
Wczuwaj się w życie eucharystyczne Jezusa – Sercem Matki Najświętszej je rozważaj i adoruj.
17 VIII
Skrucha i pokora serca są ponad wszystkie dzieła i mądrość, bo te dwie cnoty rodzą dziecięctwo Boże i są fundamentem naszego obcowania z Bogiem i z bliźnimi.
18 VII
Jeśli cię kiedyś upadek zasmuci, z ufnością podnoś oczy mówiąc – Boże, Ty wiesz, że cię kocham.
19 VIII
Dziecięctwo Boże w naszej duszy, to najpiękniejszy dar dobroci Ojca niebieskiego.
20 VIII
Pomnażając się w latach, pomnażaj się w cnotach – w pokorze i ofiarnej miłości, bo cnoty nigdy się nie starzeją, ale zapewniają młodość ducha.
21 VIII
Czym więcej w latach, tym więcej w ofierze i w bliskości Boga, tym więcej w modlitwie i zjednoczeniu.
22 VIII
Cieszę się, że radośnie służysz Panu Jezusowi, niech ta radość będzie pełna już teraz – w niebie twej duszy.
23 VIII
Życzę, by przy słabnących siłach, była mocna wiara, ufność i miłość, by mimo cierpień, była w duszy pogodna radość z obecności Bożej.
24 VIII
Dziecięctwo Boże niech cię formuje na prawdziwe dziecko Boże, na prawdziwą karmelitankę i na apostołkę malutkich.
25 VIII
Karmelitankę poznaje się po miłości, jaką obejmuje Dzieciątko Jezus i Jego Matkę.
26 VIII  NMP Częstochowskiej
Hostia i kielich niech będą symbolem i treścią twoich codziennych ofiar, a Maryja wzorem tego mistycznego kapłaństwa, w którym wyniszczenie i miłość jednoczą się w całość.
27 VIII
Pamiętaj zawsze o Małym Jezusie - spojrzeniem, uśmiechem, słowem, a najwięcej ofiarnym poświęceniem.
28 VIII
Wstępuj na wyżyny miłości, na głębię pokory, na radość ofiary, na pełność dziecięctwa!
29 VIII
Czyń prawdę w miłości, bo prawda nie kłamie, a miłość jest zawsze nowa.
30 VIII
Najwięcej kochamy Pana Boga miłością bliźniego.
31 VIII
Zwracaj szczególną uwagę na miłość bliźniego, bo gdy ona będzie ofiarna, prosta, szczera bez wzajemności, wtedy i miłość Boża będzie doskonała.

 

  Nawet pobożni dziwią się, dlaczego Teresa od Dzieciątka Jezus jest tak kochana i wzywana, i zdaje się im, że za wiele jest tej czci, jaką odbiera Dziewica z Lisieux. Gdy jednak ktoś głębiej się wczuje w dzieje tego „maleńkiego kwiatka”, gdy wczyta się w ten jeden prosty, a tak szczerze Boży kantyk jej życia, dziwić się będzie, dlaczego Teresa nie jest jeszcze bardziej kochana. Bo życie tego kwiatka, to nic innego, jak rozradowane Magnificat ku czci Boga i ku czci Matki Najświętszej, w którym rozwijają się do wyżyn niedościgłych: wiara, ufność i miłość, cudowną wprost prostotą dowodząc, jak będąc maleńką, można podobać się Najwyższemu.

To dziecko Karmelu porywa dusze nie ilością swych cudów, lecz najpowszedniejszym z cudów, że świętość polega nie na wielkości uczynków, lecz na wielkości miłości w najdrobniejszych rzeczach. Pokorne Magnificat Niepokalanej Dziewicy Maryi: to treść życia Teresy. Miłość jej złoci tak heroiczne ofiary, jak codzienność dnia zwyczajnego, podobnie jak słońce barwi swym blaskiem zarówno szczyty gór w śnieżystą odziane szatę, jak i niskość kwiatka ukrytego w dolinach.

Gdzież Teresa wyczuła piękność doskonałości tak wysokiej, a przy tym tak prostej i Bożej? Sama się nazywa kwiatem Maryi. Maryja była formą jej świętości; na wzór Matki Jezusowej stała się najmniejszą służebnicą, żyjącą według słowa Ewangelii: „Jakże proste jest życie Maryi!” W tej to formie i miłości Maryi znalazła Teresa świętość tak wysoką, a tak wszystkim przystępną, bo cóż łatwiejszego jak naśladować Matkę?

(...) Od maleńkości jest między Teresą a jej niebieską Królową serdeczność dziecięcego współżycia. Pomińmy szczegóły, które z takim artyzmem opowiada o swym nabożeństwie majowym, o dwóch świeczkach, przejdźmy w milczeniu nad jej pierwszą spowiedzią, z której tak dobrze pamięta naukę spowiednika i postanowienia, by jeszcze goręcej kochać Królową nieba, zostawmy jej dziecięcy rachunek sumienia, w którym pyta, czy Maryja była dziś z niej zadowolona, niepodobna przecież pominąć pierwszego spotkania Dziecka z Matką Najświętszą, spotkania, które możemy to twierdzić, stało się źródłem jej duchowego dziecięctwa. Opisuje je w Dziejach duszy.

W chorobie „nie znajdując pomocy na ziemi i umierając z boleści, zwróciłam się do mojej niebieskiej Matki, prosząc ją z całego serca, by się wreszcie nade mną zlitowała. Nagle statua się ożywiła. Dziewica Maryja stała się tak piękna, tak piękna, że nie mam wyrazów na oddanie tej piękności niebieskiej. Oblicze jej tchnęło słodyczą, dobrocią, czułością niewypowiedzianą, ale do głębi przejął mię zwłaszcza jej zachwycający uśmiech! Na ten widok znikły wszystkie moje utrapienia, łzy wytrysnęły mi z oczu, były to łzy niczym niezamąconej, niebiańskiej radości! Najświętsza Dziewica postąpiła ku mnie... uśmiechnęła się do mnie... O, jakże jestem szczęśliwa, pomyślałam, ale nikomu o tym nic nie powiem, bo moje szczęście zniknęłoby bezpowrotnie...” Teresa została uzdrowiona.

Zdarzenie to zestawione z całością jej życia tłumaczy nam tajemnicę jej dziecięctwa duchowego, tego codziennego uśmiechu wśród najtrudniejszych ofiar i cierpień, jakie dawała Bogu, rzucając ustawicznie róże. Uśmiech Maryi stał się dla niej wiosną majową, w której mnożyły się jej cnoty, a męczeństwu jej wewnętrznemu towarzyszyła radość cichego zaparcia. Łaska ta odnowiła się przy jej pierwszym spotkaniu się z Jezusem, przy Komunii świętej. Jakże rzewnie i serdecznie wspomina przy swym ofiarowaniu się w ten dzień Matce Bożej ten jej uśmiech: „Wspominałam na jej widzialny uśmiech, który mnie wtedy uzdrowił. Wiedziałam dobrze, co jej zawdzięczam... Wszak to ona dziś z rana złożyła w mym sercu swojego Jezusa, ów kwiat polny i lilię padolną”.

Są przy klasztorach Karmelu ogrody zamknięte, w których zaciszu oddane Bogu dziewice zażywają czasem świeżego powietrza. Nie o tych ogrodach tu mowa, lecz o tym mistycznym, w którym kwitną kwiaty Bożą zroszone rosą i Bożą hodowane ręką. Teresa z ziemi bezwodnej przeszła do tego ogrodu i oddała się w ręce niebieskiej ogrodniczki. Maryja umieściła ją w nim nad obfitym źródłem wód i sama objęła troskę o to dziecko swoje, któremu już tyle względów wyświadczyła.

(...) Teresa, opisując swe szczęście mówi: „Maleńka, nowo narodzona Maryja ofiarowała małemu Jezusowi swój mały kwiatek. W dniu tym wszystko było maleńkie... wielkie tylko były łaski, które otrzymałam...” Jakie to były łaski? Wskazuje je dalszy ciąg jej życia, wzorowany na Maryi i na jej życiu prostym. Nie tyle sama się doskonali, ile pozwala się urabiać swej Matce. „Wyobrażałam sobie moją duszę, jako leżącą odłogiem, i prosiłam Matkę Najświętszej, aby ją oczyszczała od niedoskonałości”. Życie jej zakonne rozwija się w swej prostocie, jako naturalne obcowanie ze swoją ukochaną Matką. Gdy cierpi, gdy się cieszy, gdy wielkie myśli snuje o misjach, gdy duszami nowicjuszek kieruje i przegląda ich myśli, szuka rady u swej Matki. W największym swoim opuszczeniu i oschłości największą jej siłą i modlitwą jest Zdrowaś Maryjo. Maryja była formą jej świętości. Sama to stwierdza i streszcza:

„Jak skończy się historia małego kwiatka? Może będzie zerwany w całej swej świeżości i przeniesiony do innej przystani?... Nie wiem, ale pewna jestem, że miłosierdzie Boga zawsze mu towarzyszyć będzie i że nigdy nie przestanie błogosławić Matki, która go dała Jezusowi. Na wieczne czasy cieszyć się będzie, że jest jednym z kwiatów Jej korony, na wieczne czasy śpiewać będzie ze swą Matką ukochaną pieśń zawsze nową, miłości i wdzięczności”.

Miłość Teresy do Matki Boga rośnie od pierwszego uśmiechu aż do ostatniego spotkania, gdy padół jej zamieni się w krainę żyjących. Lecz w miarę zbliżania się tej chwili dusza jej przechodzi przez prawdziwy czyściec mąk zewnętrznych i wewnętrznych. Udręczona czuje nieprzyjaciela przy sobie: „Szatan jest przy mnie, a ja nie mogę się modlić... Mogę tylko patrzeć na Najświętszą Matkę wymawiając imię Jezus”.

Rzadko spotykamy u największych nawet czcicieli Maryi tak proste, a zarazem tak głębokie myśli o niebieskiej naszej Matce, jak u Teresy. Mówiło tu serce dziecka. „O, jakże kocham Maryję! Gdybym była kapłanem, jakże pięknie mówiłabym o Niej! Przedstawiają Ją zwykle, jako niedostępną i niedościgłą, gdy należałoby raczej ukazać, że jest łatwa do naśladowania. Jest Ona bardziej Matką niż Królową! Dziewica Maryja! Jakże proste wydaje się mi Jej życie!” Tak, bo dziecku życie Matki zawsze wyda się proste.

(...) Ostatnie jej chwile są śpiewem dziecka do Matki i uśmiechem miłości do Niej. Gdy jej nie dano pozwolenia na śmierć, jak o to prosiła, rzekła: „Niczego się nie dopraszam, byłoby to opuścić drogę zgadzania się z wolą Bożą, proszę tylko Matkę Najświętszą, by przypomniała Panu Jezusowi nazwę Złodzieja z Ewangelii, niech nie zapomni mnie ukraść...” Jezus zbliżał się rzeczywiście, 30 września, nad ranem, powiedziała do sióstr, spoglądając na statuę Maryi: „Modliłam się do Niej gorąco, ale było to konanie bez promyka pociechy!” Pociecha była blisko. Maryja zeszła z nieba, by zabrać dziecko i oddać je Jezusowi. Głos dzwonu na Ave Maria zwiastował Jej przybycie. Teresa z niewysłowioną miłością spojrzała na wizerunek Niepokalanej swej Matki; zdawało się, że śpiewa hymn wiosenny, w którym ranna jutrzenka rumieni się zorzą wieczorną!... Grot miłości Boga i Maryi zadaje jej ostatni pocisk: „O, jakże kocham Boga... Kocham Cię...” A potem podniosła oczy, pełne zachwytu i niebiańskiego pokoju, ku Matce Najświętszej... A potem już oko nasze nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce nasze nie pojmie, jaką chwałę Maryja zgotowała swojemu Dziecku!..

Na grobie zakwitły lilie, z nieba posypały się róże, a ich woń napełnia świat. Niektórym zdaje się, że krzywda dzieje się Matce Boga, bo Teresa jest za wiele wzywana. Słuchajmy samej Teresy: „Mówiono mi, że Jej blask (to jest Maryi) zaćmiewa wszystkich świętych, jak słońce wschodzące swym blaskiem zaćmiewa gwiazdy. Mój Boże, czy to możliwe? Matka miałaby umniejszać chwałę swych dzieci? Ja myślę zupełnie przeciwnie, mam przekonanie, że Ona właśnie pomnaża chwałę wybrańców nieba”. Czy to prawda? Niech sądzą o tym wierni słudzy Maryi i czciciele Teresy od Dzieciątka Jezus!

Zob. Mała droga dziecięctwa duchowego, Łódź 1997, t. 1, s. 68-77.

Zakon karmelitański czci Matkę Najświętszą w Litanii pod wezwaniem Królowo, Ozdobo Karmelu, módl się za nami. Wezwanie to jest krótkim streszczeniem wszystkich dobrodziejstw Maryi, tak hojnej dla dzieci Karmelu i streszczeniem miłości, z jaką Zakon odnosi się do swej najukochańszej Pani, Matki i Opiekunki, jest wyrazem stosunku, jaki zachodzi między tą Matką a Jej uprzywilejowanymi dziećmi. Wszyscy czujemy potrzebę, by kochać i być kochanymi; jest to konieczność, której nie możemy zaprzeczyć, nie kłamiąc własnemu sercu. Niepokój bowiem serca na tym polega, że nieustannie pragnie albo kochać, albo być kochanym, i niepokój ten znika dopiero wtedy, kiedy serce upewni się całkowicie o tej podwójnej, niczym niezamąconej miłości.

Zaspokojenie tego naturalnego, a jednak największego pragnienia, znajdujemy częściowo w stosunku mniej lub więcej bliskim, jaki zachodzi między osobami nam drogimi i umiłowanymi; na przykład łączność, jaka zachodzi między matką a dzieckiem, należy do najwyższych i najświętszych, tak, że dziecko pozbawione matki daleko więcej jest osierocone, niż po utracie samego tylko ojca. Ponieważ jednak miłość ludzka, choćby najwznioślejsza, nie zaspokoi naszego serca i dąży z konieczności do samego źródła, to jest do Boga, więc my wszyscy jesteśmy w tym opuszczeniu naszego serca jakby sierotami, a zwłaszcza zakonnicy, którzy opuściwszy ojca i matkę, poszli w tym doczesnym życiu za Chrystusem, aby zamienić miłość naturalną na nadnaturalną i za ofiarę serca z uczuć ziemskich osiągnąć kiedyś pełność miłości w Bogu.

(...) Maria, Decor Carmeli! Ileż to w tym imieniu i tytule brzmi przecudnych tonów, jak ściśle łączy się ta najpiękniejsza w Palestynie góra z najpiękniejszym imieniem na świecie? Na tej to górze pierwszą cześć odbiera Niepokalana Dziewica, na szczytach Karmelu pierwsze Jej dobrodziejstwa, i jakby z łona tej góry wychodzą pierwsi czciciele Maryi, Karmelici, Zakon Maryi, Ordo Mariae, którego członkowie dla szczególniejszej czci, jaką mieli dla Matki Boga, nazywani byli powszechnie: Braćmi Maryi z Góry Karmel.

Zakon karmelitański uważa św. Proroka Eliasza za swego Fundatora; on to bowiem rodzajem swego życia i modlitwy, apostolstwa i gorliwości o dusz zbawienie, a przede wszystkim przez widzenie Najświętszej Dziewicy na Górze Karmel, założył fundament tego powołania i życia, jakie Karmelici prowadzą. Znane jest to widzenie Eliasza. Oto, kiedy siedemkroć na Górze Karmel modlił się w czasie posuchy o deszcz, mała chmura, jakby stopa człowiecza, wychodziła z morza a następnie stała się chmurą wielką i napełniła ziemię, spuszczając deszcz obfity, tak, że szum ulewy słychać było z daleka. Ojcowie święci widzą zgodnie w tej chmurce podnoszącej się z morza, figurę Najświętszej Dziewicy Maryi, która z gorzkich wód tego świata podnosząc się wolna od grzechu i Niepokalana, jako lekka chmurka niebieską rosą łaski zwilżyła całą ziemię, dając światu Zbawiciela. Tak to święty Eliasz w tej chmurce Karmelu pierwszy uczcił Matkę Boga, która wzięła w swe posiadanie tę najpiękniejszą w Palestynie górę, stając się przez to samo najpiękniejszą tej góry Ozdobą, Decor Carmeli.

Ten to znak Dziewicy na pewno mieli przed oczyma chrześcijanie apostolskich czasów, mieszkańcy Karmelu i pierwsi ery chrześcijańskiej Karmelici, którzy na Karmelu wznieśli na cześć Maryi kaplicę i tam schodząc się siedem razy dziennie, na wzór Proroka Eliasza siedemkroć w psalmach i hymnach pozdrawiali Najświętszą Dziewicę. W ten sposób Maryja utwierdziła swą siedzibę na Górze Karmel i stąd cześć tej Królowej i Ozdoby Karmelu roznosili święci Karmelu pustelnicy na wschodzie, szerząc ją i broniąc nie tylko sposobem swego życia, ale także gorącym słowem. Kiedy zaś, w następstwie zmienionych przez napady muzułmańskie warunkach, pustelnicy odosobnione po jaskiniach życie zamienili na sposób życia cenobicki, to jest na wspólne życie w klasztorach, nie zmienili przecież czci Maryi. Św. Brokard, który od św. Alberta, patriarchy jerozolimskiego, otrzymał regułę na wspólne życie, umierając, jako testament wszystkim Braciom Maryi z Góry Karmel zalecił: „Synowie, Bóg wybrał i powołał was do zakonu pustelniczego; z Jego łaski szczególniejszej nazywamy się Braćmi Maryi. Baczcież tedy, abyście po mojej śmierci tego tytułu na próżno nie nosili. Trwajcie w dobrym, gardźcie światem i jego bogactwami, a życie wasze na wzór Maryi i Eliasza ułóżcie”!

Zrosła się, więc cześć Maryi z Karmelem: chmurka ta niegdyś mała, rozrosła się tak dalece, że nie tylko cały Wschód napełniła niebiańską rosą kontemplacji, i cnót Maryi, ale przeniosła się niebawem na Zachód, strumieniami zbawczego deszczu zraszając i użyźniając wszędzie, gdzie przeszła. Wskutek bowiem napadów mahometan na Ziemię Świętą i prześladowań przez nich życia zakonnego, Karmelici, nie mogąc spokojnie przebywać w swych klasztorach, przenieśli się z Palestyny do Europy. I tu Maryja okazała im szczególniejszą swoją opiekę. Niebezpieczeństwa bowiem poczęły zagrażać Zakonowi w nowych siedzibach. Nie ustawały jeszcze prześladowania od zewnątrz; wtargnęły również do winnicy Karmelu niebezpieczeństwa wewnętrzne. Widział to wielki czciciel i sługa Maryi, generał Zakonu, św. Szymon Stock, i bolał nad tymi uciskami i nad pewnymi oznakami rozluźnienia życia zakonnego wśród braci. Czynił wszystko, by temu zapobiec, całą ufność położył w Matce Najświętszej, modląc się gorąco, aby Ona szczególniejszym jakimś znakiem zasłoniła zakon przed niebezpieczeństwami. Prośby i umartwienia w tym celu płynęły do Matki dniem i nocą. I oto Maryja ukazując się swemu wiernemu słudze, dała na ręce jego i przez niego całemu Zakonowi „Znak zbawienia” i „Znak braterstwa” – Szkaplerz św., aby wszyscy nim odziani, żyjąc w czystości i z dala od zepsucia świata, zapewnili sobie przez miłość Maryi życie wieczne.

Tym to znakiem Szkaplerza św. Maryja zaznaczyła swą królewską nad Karmelem opiekę, i odziała go nowym blaskiem, a przez Szkaplerz spokrewniła z Karmelem nieprzeliczone rzesze wiernych, którzy tę sukienkę świętą przywdziali z rąk sług Maryi, pewni że Maryja nie zostawi ich sierotami, lecz, jak to sama przyrzekła, otoczy ich macierzyńskim sercem za życia i po śmierci pamiętać będzie o nich, w pierwszą sobotę wprowadzając ich z czyśćca do nieba.

Po dwu jednak wiekach, duch pierwotnej gorliwości zakonnej ostygł w Karmelu. I wtedy nie opuściła swego Zakonu Maryja. Ona to, Królowa i Ozdoba Karmelu wybrała Dziewicę z Avila, jej poddała myśl odnowienia podupadającego Karmelu i obudzenia w nim życia, to jest przede wszystkim miłości do Maryi. (...)Teresa wiedziała bowiem, że gdy miłość Maryi odżyje, Karmel wróci do pierwotnego blasku i piękności, że w nim przez Maryję odnowi się duch modlitwy, umartwienia i apostolstwa.

(...) W naszych zaś czasach, zagubionych duchowo, zepsutych moralnie, obojętnych na piękno życia nadprzyrodzonego, Maryja posyła tak Karmelowi, jak i światu całemu, swój kwiat nadobny z Karmelu – uroczą dziewicę, świętą z Lisieux, małą Teresę od Dzieciątka Jezus. I to dziecko Karmelu, dziewiczym głosem śpiewa cześć Maryi; (...) i ona to rzuca kwiaty z Karmelu pełne woni modlitwy, prostoty i apostolstwa i miłości do Maryi, a rzuca je z taką miłością i wdziękiem, że serca najwięcej zamknięte otwierają się i spoglądają z serdeczną miłością na Tę, która jest więcej „Matką niż Królową” i wołają razem z Teresą: O jakże kocham Dziewicę Maryję!

Jest więc Maryja ozdobą Karmelu. Dała zakonowi swe imię, dała opiekę przedziwną, dała swą sukienkę łaski, Szkaplerz święty, dała swoje życie modlitwy, ofiary i apostolstwa w ratowaniu dusz, da zaś na pewno sługom swoim Syna swego, jako nagrodę wiekuistą. Po tym wygnaniu okaże nam błogosławiony owoc żywota swego, aby, jak prorokował o nim Izajasz, piękność Karmelu spłynęła przez Matkę na Syna: Data est ei Decor Carmeli... daną mu jest Ozdoba Karmelu.

Wszystkie zaś dzieci Karmelu, co czynić mają dla swej Królowej i Ozdoby? Tak jak Eliasz rozmyślać Jej piękno w kornej modlitwie, tak jak Teresa od Jezusa oddać Jej klucze własnego serca, tak jak Jan od Krzyża pod Jej kierownictwem wstępować na szczyty Karmelu, by na nich umieścić triumf krzyża, tak jak Teresa od Dzieciątka być wiosennym kwiatem Maryi, tak wreszcie żyć i działać, aby cnoty dzieci były również ozdobą „Królowej Karmelu”! Uproś to dzieciom twoim: „Regina, Decor Carmeli”! – „Królowo, Ozdobo Karmelu”!

Regina, Decor Carmeli. Fragmenty. Zob. w: GK 1 (1927) 38-43.